Lilia miała zatkane usta ręcznikiem, kaptur na głowie i znajdowała się w płóciennej torbie. W tej chwili szarpała się ze strachu.
– Nie zostawiliście żadnych śladów, prawda? – Marlowe zakręcił kieliszkiem wina w dłoni i uśmiechnął się złowieszczo.
Podwładny uśmiechnął się służalczo i powiedział: – Panie prezesie Yanice, proszę się nie martwić. Na pewno nie.
– Wyprowadziliśmy tę małą dziewczynkę se






