RUE
Wiatr wył gniewnie, przemykając między umierającymi drzewami. Były czarne jak smoła, przerażające, z gałęziami ogołoconymi z liści. Powietrze jest duszne, czuć w nim odór rozkładających się zwłok.
Ziemia jest wilgotna pod moimi butami, mech porasta podstawy drzew. Moje fiołkowe oczy omiatają tę brzydką okolicę i zauważają, że bezbłędnie rozsypano tu wiedźmi pył. To miejsce cuchnęło śmiercią.
N






