Rȗҽ
Żołądek podchodzi mi do gardła, a obrzydzenie pełza po mojej skórze niczym małe igiełki. Wpatrywałam się w małe łóżko zrobione ze słomy i gałązek. To z pewnością nie jest wygodne. Już słyszałam, jak moje plecy jęczą z bólu.
Opuszczam wzrok na Stefana, który patrzył na prowizoryczne posłanie z dumą. Podtrzymywały je tylko cztery bardzo cienkie, prostokątne kawałki drewna. Wątpiłam, czy utrzymaj






