Rȗҽ
– Stefan? – pytam, przesuwając dłonią po oknie. Byłam jak zahipnotyzowana widokiem Aresa uderzającego w drzewo od dłuższego czasu.
Był wściekły, tak, i jakoś oglądanie, jak brutalnie okładał to biedne drzewo, sprawiało, że byłam bardziej podniecona. Cholerny pies.
– Tak, pani? – odpowiedział Stefan obok mnie. On też gapił się na Aresa, który robił to od godzin. Jego gniew zdawał się nie słabną






