Rȗҽ
Drzewa zlewały się w niemal jedną plamę, gdy Ares pędził przez gęstwinę. Las był dziwnie cichy, słychać było jedynie stukot łap Aresa o leśne poszycie. Moje myśli odpłynęły na chwilę, gdy wzrokiem śledziłam każde mijane drzewo. Nie potrafiłam tego dokładnie określić, ale coś było nie tak.
– Stój – zawołałam do Aresa, rozglądając się nerwowo. Byliśmy w tym samym miejscu, w którym zaczęliśmy. Ja






