Rue
Zmuszając się do kolejnego kroku, Mericel z trudem dźwiga się na nogi. Trzyma się za krwawiący bok i chwieje do tyłu.
– Nie zbliżaj się – syczy, unosząc dłonie, jakby to mogło powstrzymać mnie przed zadaniem jej bólu.
Drewniane krzesło, na którym siedziała wcześniej, przewraca się przez jej niezdarne potknięcie. Podskakuje na sam ten dźwięk, a ja uśmiecham się z wyższością, wiedząc, że mam ją






