languageJęzyk
Zemsta Najsłabszej: Przeznaczona Królowi Bestii-placeholderZemsta Najsłabszej: Przeznaczona Królowi Bestii

Zemsta Najsłabszej: Przeznaczona Królowi Bestii

Autor: Rosemary Cassidy

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 21 kwi 2026
120 Rozdziały
407.5K słów

„Czekałam cztery lata, aż mój przeznaczony mnie naznaczy. Zamiast tego ujrzałam jego kły wbite w szyję mojej siostry.” Przez lata byłam workiem treningowym Watahy Karmazynowego Księżyca. Nieprzemienionym człowiekiem. Żałosnym odrzutkiem. Moim jedynym pocieszeniem był Alistair, przyszły Alfa i mój rzekomy przeznaczony. Obiecał mnie chronić. Obiecał mi wieczność. Ale w noc jego dziewiętnastych urodzin weszłam do jego sypialni tylko po to, by zastać go głęboko w ciele mojej okrutnej siostry, kiedy naznaczał ją na swoją Lunę. Złamana, wyśmiana i wyrzucona jak śmieć, myślałam, że moje życie dobiegło końca. Byłam gotowa do ucieczki. Ale los miał wobec mnie znacznie bardziej przerażający plan. Wtedy pojawia się Król Cassius Thorne. Bezwzględny, krwiożerczy Król Likanów, który dla rozrywki morduje Alfów, przybył na Ofiarowanie. Wszyscy spodziewają się, że potworna bestia rozerwie mnie na strzępy albo, w najlepszym razie, zignoruje ludzkiego odrzutka. Zamiast tego potężny, pokryty bliznami Likan zbliża się do mnie drapieżnym krokiem, a jego żarzące się czerwienią oczy wbijają się w moją zapłakaną twarz. Świat wstrzymuje oddech, gdy najbardziej śmiercionośne stworzenie na ziemi pada przede mną na kolana. Jego głęboki, dziki warkot sprawia, że po moich plecach przebiegają dreszcze. „Moja.” Alistair myślał, że może mnie zastąpić. Moja wataha uważała, że zdoła mnie złamać. Ale teraz powracam nie jako słaby, ludzki odrzutek, lecz jako przeznaczona Królowa Króla Likanów. I wszyscy będą musieli mi się pokłonić.

Pierwszy rozdział

Punkt widzenia Genevieve

Poczułam niepokój, gdy tylko weszłam do domu sfory. Sposób, w jaki członkowie mojej sfory uśmiechali się złośliwie na mój widok, śmiejąc się w kułak... Wiedziałam, że coś knują. Ich żarty i znęcanie się stawały się coraz gorsze i bardziej bolesne za każdym razem, gdy udało im się dopaść mnie w pojedynkę. Moje siniaki po ostatnim razie wciąż jeszcze nie zniknęły.

Moje ciało bolało po pobiciu, które zniosłam dwa dni temu, ale dzieliło mnie tylko kilka godzin od momentu, w którym to wszystko miało się skończyć.

Musiałam tylko dotrzeć do Alistaira, zanim wprowadzą swój plan w życie.

Alistair był moim chłopakiem od czterech lat. Był jedynym, który o mnie dbał i jedynym, któremu mogłam ufać.

Byliśmy w sobie zakochani jeszcze od czasów liceum. Był także następny w kolejce, by zostać Alfą naszej sfory. Dla mnie nie miało to znaczenia, ale miało to znaczenie dla innych kobiet w sforze. Nienawidziły tego, że był ze mną. Uważały, że zasługuje na silniejszą Lunę, niż ja kiedykolwiek bym była, i każda z nich chciała zostać tą jego jedyną wybraną.

Ja wciąż nawet się nie przemieniłam. Dla nich byłam zaledwie omegą... chuchrem, jak lubili mnie nazywać, najsłabszą z miotu.

To powinno było się stać trzy lata temu, kiedy skończyłam szesnaście lat, ale tak się nie stało. Teraz miałam dziewiętnaście, czyli osiągnęłam wiek, w którym mogliśmy rozpoznać naszych przeznaczonych, ponieważ nasze wilki powinny już do tego czasu dojrzeć. Gdybym się przemieniła, wiedziałabym już wcześniej, że Alistair jest moim przeznaczonym, ale musieliśmy czekać dodatkowe osiem miesięcy aż do dzisiaj, do jego dziewiętnastych urodzin, żeby to on mógł rozpoznać we mnie swoją przeznaczoną.

Alistairowi nie przeszkadzało, że się nie przemieniłam. Byliśmy razem, zanim którekolwiek z nas osiągnęło wiek pozwalający na przemianę, i oboje byliśmy pewni, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Trwał u mojego boku i chronił mnie przed okrucieństwem otaczających nas wilków, gdy nie udało mi się przemienić razem z innymi.

Nie miał jeszcze autorytetu, by użyć głosu Alfy i rozkazać im, żeby na zawsze dali mi spokój, ale dbał o to, by być przy mnie i bronić mnie przy każdej możliwej okazji.

Wszystko, co wiązało się z byciem z Alistairem, sprawiało, że moje gówniane życie przypominało sen. Sprawiał, że całe zło znikało, gdy brał mnie w ramiona, i zawsze wiedziałam, że przy nim będę bezpieczna.

Dzisiejszy dzień miał na zawsze zmienić resztę mojego życia.

Przeskanowałam wzrokiem tłum, desperacko próbując go znaleźć. Prawdopodobnie on też mnie szukał. Rozmawialiśmy o tej nocy od lat.

'Alistair? Gdzie jesteś?' zapytałam przez więź sfory, ale nie otrzymałam odpowiedzi.

"Biedny mały człowieku, masz dużo czelności, by się tu teraz pokazywać. Masz w ogóle pojęcie, jak bardzo sfora jest szczęśliwa? Twoja obecność tutaj tylko wszystko zepsuje. Ta impreza jest wyłącznie dla wilków ze sfory." powiedziała Clementine, najlepsza przyjaciółka mojej siostry, gdy tłum rozstąpił się przed nią, a muzyka ucichła. Goście przestali tańczyć i rozmawiać, by patrzeć, jak największa szkolna dręczycielka w sforze kroczy w moim kierunku z wargą wykrzywioną z obrzydzenia.

Migające światła o różnych kolorach tańczyły w niekomfortowej ciszy.

Miałam nadzieję, że bohater wieczoru zauważy zamieszanie i stanie u mojego boku, ale tak się nie stało. Gdy rozejrzałam się po rozbawionych twarzach, nigdzie go nie było.

"Alistair mnie zaprosił. Należę do tej sfory i mam prawo tu być." szepnęłam, ale czułam gorąc zbierający się pod powiekami, gdy znów wybuchli śmiechem. Miało wydarzyć się coś strasznego. Czułam to. Chodziło o coś więcej niż tylko wyparzony język Clementine.

"Nawet on cię tu nie chce." zadrwiła, zanim uśmiechnęła się do mnie szeroko. "Przekonaj się sama. Gdzie jest Alistair, co? Myślę, że poszedł do swojego pokoju. Powinnaś przyprowadzić go z powrotem na imprezę i zobaczyć, co ma ci do powiedzenia."

Mocniej przycisnęłam jego prezent do klatki piersiowej i zmrużyłam oczy. Coś knuła, ale bardziej pragnęłam dotrzeć do Alistaira, niż użerać się z jej bzdurami.

Gdy ruszyłam naprzód, Clementine odsunęła się na bok, a ja czułam, jak wszyscy obserwują mnie z rozbawieniem, gdy wchodziłam po schodach.

Pokój Alistaira znajdował się na końcu korytarza, za podwójnymi drzwiami. Pobiegłam w jego stronę. Słyszałam, jak ludzie wchodzą po schodach za mną, bez wątpienia z Clementine na czele, ale moje ocalenie było zaledwie kilka stóp dalej.

Gdy tylko wejdę do jego pokoju, będę mogła zamknąć drzwi i zachowywać się tak, jakby nikt z nich nie istniał.

Będziemy tylko we dwoje.

Gdy zacisnęłam dłoń na zimnej klamce, z tyłu głowy poczułam dziwny niepokój. To było ostrzeżenie, które kazało mi nie wchodzić do środka. Wiedząc, że to pułapka, chciałam się odwrócić i uciec. Jednak mimo to przekręciłam klamkę i pchnęłam drzwi.

Głośny jęk samicy pod moim chłopakiem sprawił, że zamarłam. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w splecioną ze sobą parę. Alistair pchnął w nią szybko, wydając z siebie własne jęki rozkoszy.

Żołądek zawiązał mi się w supeł, a płuca zaprotestowały, gdy próbowałam zaczerpnąć powietrza. Maleńka iskierka światła w moim życiu zgasła, pogrążając mój umysł w całkowitej ciemności, podczas gdy docierało do mnie to, co właśnie widziałam.

Uniósł głowę, napotykając moją zalaną łzami twarz, ale nie widząc mnie, ponieważ to jego wilk przejął kontrolę. Jego kły wydłużyły się, tuż przed tym, jak wpił się w jej szyję, przebijając skórę i znaczcząc ją jako swoją przeznaczoną.

Moja siostra.

"Nie," szepnęłam, zakrywając dłonią usta. Alistair odsunął się, warcząc na to zakłócenie.

"Mówiłam ci, że cię nie chce," szepnęła mi do ucha Clementine, a moja siostra zaśmiała się spod mojego chłopaka, wyciągając rękę i wsuwając dłoń w krótkie blond włosy Alistaira.

"Mogłabyś zamknąć drzwi, Evie?" zapytała niewinnie Beatrice, ale złośliwy błysk w jej zwężonych oczach pokazywał, że cieszy ją triumf nade mną. Nie tylko ukradła miłość mojego życia, ale teraz miała zostać jego Luną. "Próbuję spędzić intymną chwilę z moim przeznaczonym."

Przeznaczony.

To słowo wydawało się teraz takie puste. Alistair nienawidził Beatrice. Widział, jak podła była dla mnie, i czuł do niej urazę. Teraz jednak szczerzył na mnie zęby, by jej bronić.

"Jak mogłeś?" wykrztusiłam, podczas gdy szloch wstrząsnął moją klatką piersiową, a prezent wypadł mi z rąk na podłogę. Nagły, głośny dźwięk wydawał się wyrwać Alistaira z transu, a jego oczy odzyskały swój zwykły, brązowy kolor.

Opadła mu szczęka. Z poczuciem winy patrzył na przemian to na mnie, to na moją siostrę, ale wcale nie wyglądał, jakby czegokolwiek żałował. Był szczęśliwy, że znalazł i naznaczył swoją przeznaczoną. Nienawidził tylko faktu, że został przyłapany na zdradzie. Rozdarcie na jego twarzy tylko spotęgowało mój gniew, gdy zaszlochał moje imię, wysuwając się z mojej siostry. Usiadła, gdy on podniósł się na nogi. Żadne z nich nie wstydziło się tego, że patrzę na nich nago.

"Genevieve, ja…" Powiedział, robiąc krok w moją stronę, co sprawiło, że cofnęłam się o krok, tylko po to, by zostać wepchniętą z powrotem ku niemu przez tłum gapiów.

Potknęłam się, próbując trzymać się od niego tak daleko, jak to tylko możliwe.

Ciągły strumień łez rozmywał mój wzrok, a serce bolało, gdy ponownie wyszeptał moje imię. "Evie… Ona jest moją przeznaczoną." Ogłosił wreszcie, sprawiając, że cały dom wybuchnął radosnymi okrzykami z okazji roszczenia ich przyszłej Luny.

Usłyszenie tego z jego ust bolało jeszcze bardziej. Zadrżałam z odrazą, patrząc, jak moja siostra kładzie dłoń na jego plecach. Gęsia skórka pokryła jego ciało, a na jej dotyk z jego gardła wydobył się cichy pomruk przyjemności.

"Nienawidzisz jej." zaszlochałam, celując w nią palcem. "Tyle razy mi powtarzałeś, jaka jest okropna i jak współczułeś jej przeznaczonemu, że utknie z tak potworną osobą! Mogłeś ją odrzucić!" Cofałam rękę, wycierając wilgoć spod nosa i mrugając szybko, by wyostrzyć wzrok.

"Ona jest moją przeznaczoną." Powtórzył. "Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, Evie. Przysięgam, że nie tak wyobrażałem sobie dzisiejszy wieczór. Ale ty, ze wszystkich ludzi, wiesz, jak ważne jest to, żebym naznaczył swoją przeznaczoną przed Ofiarowaniem. Mogą pojawić się lada dzień, a przecież nie mógłbym połączyć się z tobą, skoro nie jesteś moją przeznaczoną. Jesteś c.."

Wzięłam głęboki wdech, gdy powstrzymał się przed wypowiedzeniem tego słowa. Próbowałam się uspokoić, ale moje ciało walczyło, by nie poddać się rozpaczy i bólowi wywołanemu jego zdradą. "Człowiekiem." Warknęłam, kończąc za niego zdanie i próbując powstrzymać łzy.

Był jedyną osobą, która nigdy mi tego nie wypominała. Jedyną bezpieczną przystanią w tej sforze. Teraz przeszedł na ich stronę. Nigdy nie przypuszczałam, że będzie patrzył na mnie tak samo, jak oni. Udawał, że nie miało to dla niego znaczenia, ale najwyraźniej po tym wszystkim, jednak miało. Do tego stopnia, że wolał połączyć się z moją siostrą i uczynić tę paskudną kobietę swoją Luną, niż być ze mną… z człowiekiem.

"Nie rób ze mnie tego złego za to, że znalazłem swoją bratnią duszę, Evie! Znalezienie tej jedynej to coś, o czym marzymy od lat! Nie wiedziałem, że to nie będziesz ty, ale mimo to powinnaś się cieszyć moim szczęściem." Nalegał, próbując się bronić, co tylko potęgowało moją nienawiść do niego.

Nawet nie zadał sobie trudu, by się od niej odsunąć, gdy pocierała jego ramię, przesuwając swój wypielęgnowany pazur na przód jego klatki piersiowej, aby upewnić się, że widzę jej uścisk na nim.

Spojrzałam na niego z obrzydzeniem, gdy pod jej dotykiem znów zaczął twardnieć, i pokręciłam głową na boki. "Żal mi ciebie, Alistair."

Na mój szept siostra odpowiedziała gniewnym warknięciem, ale po chwili uśmiechnęła się do mnie, unosząc brew. "Bądź tak miła i zamknij za sobą drzwi, jak będziesz wychodzić, chuchro. My tu jeszcze nie skończyliśmy."

Czytaj