Harry
Psem, nad którym roztkliwiała się Yara, był stary mastif o pięknych brązowych oczach i tylko trzech łapach. Zupełnie rozumiałem, dlaczego Yara już go tak pokochała. Był przystojny i emanował łagodnością, a sposób, w jaki uniósł głowę, żeby się ze mną przywitać, rozczulił moje serce.
– Chyba nie mogę stąd wyjść bez niego – wymruczała, głaszcząc go jeszcze raz po głowie.
Uśmiechnąłem się szero






