Ella
Cora i ja pędzimy po schodach, a gdy docieramy na dół, z trudem łapiemy powietrze. Ona rusza w głąb ciemnego korytarza, trzymając przed sobą telefon Henry'ego, którego latarka jaskrawo przecina ciemność, ale ja wydaję cichy okrzyk i chwytam ją za rękę.
Odwraca się do mnie, oszalała ze strachu, desperacko pragnąc uciec, ale błagam ją, by poczekała jeszcze chwilę. – Nosidełko – mówię, sięgając






