Cora
Po kilku minutach – a może godzinie, szczerze mówiąc, nie wiem, jak tutaj płynie czas – szczęście dziecka cichnie, a potem przechodzi w ciszę. Ale nie w złym sensie… bardziej jakby po prostu…
– Zasnął – mruczy Roger, śmiejąc się cicho i opadając z powrotem na łóżko, zabierając mnie ze sobą, ponieważ jego ramiona wciąż mnie oplatają.
– Jest za wcześnie, żeby dziecko spało… – mruczę zdezoriento






