– Chelsea, gdzie jesteś? Nie martw się. Zaraz tam będę. Poczekaj na mnie. – Po tych słowach Max zostawił Joyce i wybiegł.
Joyce usłyszała tylko fragmenty rozmowy, wystarczające, by zrozumieć, że po drugiej stronie był kobiecy głos, delikatny i kruchy, bez wątpienia należący do kogoś mu bliskiego. Teraz wreszcie zrozumiała, dlaczego Max tak nią pogardza.
Zastanawiała się, co ta kobieta nakłamała






