languageJęzyk

Rozdział 8: Fałszywy krok

Autor: milktea14 lip 2025

Nina wślizgnęła się przez drzwi wejściowe i zastała sielankowy, rodzinny obrazek. Jej ojciec i Humphrey wrócili, a Rachel i Jessica otaczały Darrella, wesoło gawędząc.

– Spójrzcie, kto próbuje zakraść się na górę – głos Humphreya złapał ją w pół kroku. – Idealnie się składa – przywitaj się z tatą.

„Super” – pomyślała Nina. „Od kiedy Humphrey ma oczy z tyłu głowy?”

Powlokła się do salonu, gdzie mężczyzna siedział na sofie, odwrócony do niej plecami. – Cześć, tato – wymamrotała, a to formalne powitanie zabrzmiało pusto.

Darrell odłożył obraz, który oglądał. Delikatny uśmiech, który jeszcze przed chwilą gościł na jego twarzy, zamienił się w lód, gdy spojrzał na córkę, której nie widział od ponad dekady. Temperatura w pokoju jakby gwałtownie spadła.

– A więc wróciłaś. – Jego głos był lodowaty.

Serce Niny zabolało. „Wszyscy uśmiechnięci, dopóki się nie pojawię, co? W porządku”. Ona też potrafi być Królową Lodu.

Uniosła brodę, odpowiadając mu chłodem na chłód. – Mhm.

Jego oczy pociemniały na dźwięk jej głosu. Dokładnie tak, jak ostrzegały go Rachel i Jessica – niczym jej łagodna, wytworna matka. A Humphrey twierdził, że ta dziewczyna jest czarująca. Śmiechu warte.

– Wyjaśnisz, dlaczego zraniłaś Jessikę w nogę? – Darrell próbował uspokoić głos.

Teraz, gdy ojciec stanął w jej obronie, Jessica posłała Ninie kolejne prowokacyjne, triumfalne spojrzenie. Wreszcie tatuś wkroczył do akcji.

– Kochanie, no już – głos Rachel ociekał miodem. – Musimy być wyrozumiali. Wychowała się na wsi – pewna… szorstkość jest naturalna. Niech uczy się dobrych manier od Jessiki. Proste przeprosiny powinny wystarczyć.

– Przeprosiny? – głos Jessiki wzniósł się w oburzeniu, gdy zwróciła się do matki. – Od tego jest policja! Ona zraniła mi nogę. I jestem tu bardzo hojna – proszę tylko, żeby usługiwała mi dzień i noc przez miesiąc!

Oczy Humphreya niebezpiecznie zalśniły, gdy zwrócił się do Jessiki. – Miesiąc służby? Jestem pod wrażeniem, że w ogóle odważyłaś się to powiedzieć na głos.

Jessica zwiędła jak tygodniowe kwiaty, rozdarta między strachem a oburzeniem.

– Humphrey – głos Darrella przeciął powietrze jak stal. – Uważaj na ton w stosunku do siostry. Nina zawiniła. Jaki jest problem z tym, żeby jej pomogła?

– Problem, tato, leży w twoim oczywistym uprzedzeniu – uśmiech Humphreya nie drgnął. – Szybko potępiasz Ninę za uraz, ale nie interesuje cię, dlaczego do niego doszło?

Po twarzy Jessiki przemknął cień niepokoju.

– Dzieci się kłócą – to zupełnie normalne w ich wieku – Rachel pospieszyła, by załagodzić sytuację. – Jestem pewna, że Nina nie chciała nikomu zaszkodzić. Może… tydzień pomocy byłby bardziej odpowiedni?

– Jessico? – Lód w głosie Darrella stopniał, gdy zwrócił się do swojej ulubienicy. – Co ty na to?

Pod uważnym spojrzeniem Humphreya Jessica wymamrotała: – Tydzień wystarczy.

Darrell odwrócił się z powrotem do Niny, a chłód powrócił ze zdwojoną siłą. – Zraniłaś swoją siostrę. Będziesz się nią opiekować przez tydzień. Masz jakieś obiekcje?

– Właściwie to tak – Nina przypomniała sobie radę Clifforda, żeby nie dawać sobą pomiatać. W zgodzie ze swoją naturą postanowiła, że to jej czyny przemówią.

Bez wahania jej stopa z impetem zetknęła się ze stolikiem do kawy, posyłając go w ślizg po podłodze. Jessica, sprowokowana swoimi dawnymi lękami, wydała z siebie serię przeszywających wrzasków.

– Nino! – Ryk Darrella wypełnił pokój.

Nina zatrzymała stolik stopą o włos przed uderzeniem. – Oto moje obiekcje: nie ma mowy. Nie będę bawić się w pielęgniarkę i nie będę przepraszać. Radźcie sobie z tym.

– Jak śmiesz! – Darrell zerwał się na równe nogi, a w jego oczach płonęła wściekłość.

Nos Niny zmarszczył się na widok jego jawnej wrogości. Materiał na Ojca Roku to on nie był – nie potrafił nawet ogarnąć podstaw rodzicielstwa.

– Sprawdź swoje uprzedzenia, zanim zaczniesz sprawdzać moje nastawienie – warknęła. – Skończyłam kłócić się z głuchą ścianą. Nara.

Gdy cofnęła stopę, cichy odgłos rozdarcia sprawił, że się zatrzymała.

Spojrzała w dół i zauważyła obraz na stoliku do kawy – a konkretnie część wystającą poza krawędź. To właśnie tam wylądowała jej stopa podczas demonstracji nieposłuszeństwa wobec Jessiki i pod wpływem tego niewielkiego dodatkowego nacisku przeszła przez niego na wylot.

„Chwileczkę… czy to nie moje arcydzieło z kurzą stopą z aukcji?” Była w szoku. Ironią losu było to, że to jej ojciec wydał na niego sto milionów. Perfekcyjnie.

– O, jakie to straszne! – westchnienie Rachel przeszyło powietrze. – Nino, ten obraz kosztował twojego tatę sto milionów dolarów! Spójrz tylko, co narobiłaś!

Jej twarz krzyczała rozpaczą, ale w oczach tańczyła złośliwa radość. To była cenna, niepowtarzalna, oryginalna praca pędzla pani Morisot Darrella. Już nie lubił Niny, a teraz to? Głupia dziewczyna właśnie zrujnowała swoją pozycję.

– Zniszczyłaś nowy obraz taty! – Jessica wykorzystała okazję.

– On go absolutnie uwielbiał. Zapłacił fortunę! Jesteś jak chodząca katastrofa – wszystko idzie źle, gdy tylko się pojawisz. Jak możesz to naprawić? Nie stać cię na wymianę, a drugi taki już nigdy nie powstanie.

Nina zniosła ich werbalny atak z rozbawionym dystansem. „Naprawdę robią z tego taką aferę?” – pomyślała. „To tylko coś, co nabazgrałam – a oni traktują to jak Monę Lisę”.

– Ludzie, to tylko obraz – wzruszyła ramionami, spotykając się z ponurym milczeniem Darrella. – Jeśli tak wam się podoba ten styl, namaluję wam jeszcze lepszy. Nic wielkiego.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki