Wtulona w ramiona Josephine, Angeline zanosiła się szlochem, dając upust całemu swemu żalowi.
Siedzącemu z przodu Jayowi zaszkliły się jego ostre, sokole oczy od powstrzymywanych łez.
Zacisnął szczękę. Wchłonął w siebie cały ból i żal, które czuł w sercu, i siłą wepchnął je w głąb swoich kości, zamykając je tam, choć krzyczały i domagały się jego uwagi.
W końcu zamieniły się w błogą i ciepłą pianę






