languageJęzyk
Ukryty Biały Wilk Bliźniaków Alfa-placeholderUkryty Biały Wilk Bliźniaków Alfa

Ukryty Biały Wilk Bliźniaków Alfa

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 4 kwi 2026
170 Rozdziały
199.5K słów

Amalie jest bardziej wyjątkowa, niż kiedykolwiek przypuszczała. Dlaczego dwudziestodwuletnia dziewczyna miałaby myśleć inaczej, skoro przez całe życie słyszała od rodziny, że jest nikim? Ama, adopcyjna matka trzyletniego dziecka, była więziona przez rodzinę przez ostatnie siedem lat. Ale wszystko się zmienia, gdy jej starzy przyjaciele, bliźniacy Alfa, Markus i Calyx, przejmują kontrolę nad watahą Kamienia Księżycowego. Odkrycie, że bliźniacy są jej przeznaczonymi, że ona jest białym wilkiem i ma połączenie z Boginią Księżyca, to tylko wisienka na torcie jej i tak już ogromnego bałaganu w życiu. Ama pragnie tylko normalnego życia ze swoimi przeznaczonymi i ochrony swojego szczeniaka, ale życie rzadko daje nam to, czego chcemy. Zostaje wrzucona do świata, którego już nie pamięta i o którym zapomniała. Amalie ma za zadanie chronić najbliższych. Ale musi pokonać własną przeszłość, leczyć się i próbować iść naprzód. Czy wyjdzie z tego żywa, czy zgubi się po drodze? W końcu ktoś musi pociągać za sznurki, więc dlaczego nie pociągnąć jej razem z resztą?

Pierwszy rozdział

Zamierzałam kogoś zabić, naprawdę. To będą oni albo ja. A ja nie pozwolę, żeby padło na mnie. Mam pod opieką moje szczenię. Nie zamierzałam pozwolić, by moja rodzina mnie zabiła i zostawiła moją Rose, moją małą Różyczkę, zupełnie samą z tymi potworami. Rose była duszą zbyt czystą i dobrą na ten świat. Dawała mi siłę przez ostatnie trzy lata mojego życia i nie zamierzałam zostawić jej samej z potworami, jakimi była moja rodzina. Zniszczyliby ją.

Rose była moją opoką, odkąd w wieku piętnastu lat zostałam zmuszona do rzucenia liceum. Pojawiła się cztery lata po tym, jak moja rodzina zamknęła mnie w swoim domu z dala od naszej watahy. Miałam dziewiętnaście lat, a moja młodsza siostra, złote dziecko, mająca niespełna osiemnaście lat, zaszła w ciążę.

Gdybym tylko mogła, śmiałabym się do utraty tchu. Melissa, idealne, złote dziecko, pozwoliła swojemu chłopakowi „zbajerować” się na seks przed ukończeniem osiemnastu lat i odkryciem, czy są sobie przeznaczonymi partnerami. W dniu swoich osiemnastych urodzin Melissa dowiedziała się, że to nie jej chłopak był jej przeznaczonym partnerem, lecz inny chłopak.

Biedna mała Melissa, zaciążona bez przeznaczonego partnera, a tatuś jej dziecka zostawił ją na lodzie. Była w ciąży i wściekła na cały świat. Podśmiewałam się z jej nieszczęścia za zamkniętymi drzwiami. Bogini mi świadkiem, co by było, gdyby Melissa przyłapała mnie, jak śmieję się z jej sytuacji.

Tak więc, kilka miesięcy później, Melissa urodziła zdrową dziewczynkę. Warczała na wszystkich, na moich rodziców, a głównie na mnie, że nie chce szczenięcia. Miała przed sobą całe życie, nie mogła być uwiązana do szczenięcia. Marie i Thomas, moi rodzice, wpadli z impetem do mojego pokoju w piwnicy i dosłownie rzucili we mnie noworodkiem. Tylko dzięki mojemu refleksowi dziecko nie uderzyło o podłogę. Matka rzuciła mi szczenię, podczas gdy ojciec cisnął torbę z pieluchami na podłogę. Potem moi rodzice z ciężkim krokiem wrócili na górę.

Wtedy dziecko zaczęło rozpaczliwie płakać. Moja biedna Rose była taka maleńka i przerażona. Nadal była drobniutka i słodka jak cukierek. Miała blond loki i niebieskie oczy, wyglądała jak moja miniaturka. Śmiałam się, kiedy zaczęła dorastać i wyglądać wypisz wymaluj jak ja. Może i nie była moja, ale wyglądała dokładnie tak jak ja.

Czas w naszej niewoli płynął naprzód. Pierwsze cztery lata dłużyły się niemiłosiernie, wlokąc się w ślimaczym tempie. Wiedziałam tylko, ile czasu minęło, ponieważ pozwalano mi wchodzić na górę, by wykonywać obowiązki domowe, i mogłam zerkać na kalendarze. Po co moja rodzina miałaby wykonywać jakiekolwiek obowiązki, skoro miała własnego więźnia do pomocy. Całymi dniami gotowałam i sprzątałam, a kiedy w moim życiu pojawiła się Rose, opiekowałam się także nią. Czas płynął nieco szybciej, odkąd miałam Rose, która wypełniała moje życie odrobiną światła.

Spędziłyśmy więc lata zamknięte w domu moich rodziców. Rose miała pozwolenie na wychodzenie z domu, by uczestniczyć w spotkaniach watahy. Była potrzebna, by pokazać watasze, jak kochającą rodziną są moi rodzice i siostra. Utrzymywali pozory idealnej rodziny, odkąd „uciekłam”. Byłam czarną owcą w rodzinie, nieszczęśliwą w naszym spokojnym, małym, środkowozachodnim miasteczku w samym sercu Nebraski. Więc, taa, uciekłam, by odnaleźć siebie w wielkim mieście.

Najsmutniejsze było to, że byłam niemal pewna, iż wszyscy im uwierzyli. W pierwszym tygodniu słyszałam wielu ludzi wchodzących i wychodzących z domu, zadających o mnie pytania. Próbowałam wołać o pomoc, ale z jakiegoś powodu żaden dźwięk nie wydostał się z mojego więzienia. Ale niedługo potem nikt już nie przychodził. Nikt nie przejmował się najstarszą córką Remingtonów. Zatarłam się w pamięci wszystkich, jakbym w ogóle nie istniała. Było to tym bardziej beznadziejne, że wydarzyło się to w pierwszym miesiącu mojej niewoli.

Tak, byłam sama, nie licząc mojego cennego małego szczenięcia, które spoglądało na mnie z podziwem i nazywało mamusią. Jak bardzo nienawidziłam mojej siostry, tak kochałam jej szczenię i uznałam Rose za własną. Moja mała Różyczka, która otrzymała imię po jedynej kobiecie, która mnie kochała. Matka mojego ojca, Rose Remington, kochała mnie i wspierała aż do dnia swojej śmierci.

Jej śmierć nastąpiła zaledwie miesiąc przed tym, jak zostałam zamknięta w piwnicy. Ostatnia osoba, która by mnie szukała, zmarła, a potem ja „uciekłam”.

Beren, moja uparta, dumna i silna wilczyca, miała kilka ostrych słów do powiedzenia, kiedy już się u mnie pojawiła. Piekliła się i ciskała o to, jak nas traktowano, i próbowała wywalczyć nam drogę ucieczki krótko po naszej pierwszej przemianie. To był bolesny dzień. Ból po pierwszej przemianie i ból po pobiciu, które otrzymałam kilka godzin wcześniej za to, że nie wykonałam jakichś drobnych prac, promieniowały ze mnie przez długie godziny. Kiedy część bólu ustąpiła, Beren próbowała wywalczyć sobie drogę ucieczki z domu.

Nasz ojciec, choć był pijakiem, wciąż pozostawał silnym wojownikiem. Zostałyśmy szybko obezwładnione i wrzucone do piwnicy. Rose została od nas odciągnięta, płacząc wniebogłosy. Bicie, które otrzymałyśmy, niemal nas zabiło. Beren była na tyle silna, że zdołała nas przeprowadzić przez tamtą noc.

– *Nadchodzi zmiana* – warczy do mnie Beren, gdy wyglądam przez okno.

– *Jeśli tak, chciałabym, żeby nadeszła szybciej. To miejsce nas kiedyś zabije* – mówię jej.

– *Zanim zginiemy albo pozwolimy, by Różyczce stała się krzywda, najpierw spalimy watahę do szczętu* – odpowiada.

Mruczę z aprobatą. Moi rodzice nas zniszczą, ale niech mnie diabli, jeśli Beren i ja odejdziemy po cichu.

Czytaj