– Dobrze, Frankie – mówię powoli i ze złością. Kiedy słowa zaczynają ze mnie wypływać, zastanawiam się, gdzie się podziała ta nieśmiała dziewczyna sprzed południa – ta, która bała się wyjść z sypialni, dopóki Lucy mnie do tego nie namówiła. – Nawet jeśli upierasz się, żeby zamieść to pod dywan, ja nie jestem aż takim tchórzem.
– To powiedz to – warczy, lekko mną potrząsając. – Zrób to.
Mrużę oczy,






