Christian i ja nawet nie dotarliśmy do apartamentu. Nie, już jestem w jego ramionach, z nogami owiniętymi wokół jego talii, jeszcze w windzie. Christian jęczy szorstko, z trudem zdejmując ze mnie płaszcz, jego usta paląco muskają moją szyję.
– Cholerny płaszcz – warczy – trzeba go było zostawić… –
Śmieję się, trochę histerycznie z tej wolności, przykładam dłonie do jego policzków, unosząc jego ust






