Trzy godziny później parkuję jeden z tych wypasionych samochodów Christiana na parkingu Lupy i wypuszczam z trudem powietrze, mocno ściskając kierownicę.
– Spokojnie, Bambs – mruczy Frankie, a ja zerkam na niego przelotnie. Wcisnął się obok mnie, pod deską rozdzielczą od strony pasażera, gdzie nie widać go przez okno.
Znowu się śmieję, tak jak robiłam to od kilku godzin, widząc mojego wielkiego, t






