Kiedy docieramy na szczyt wzgórza, lekko krzywię się, bo… określenie Frankiego, że to miejsce "trochę podupadło", to niedopowiedzenie stulecia. Zatrzymujemy się przed przepiękną, starą willą na szczycie wzgórza, oboje wahamy się, patrząc na zapadnięty i zniszczony ganek, połamane pergole, chwasty wyglądające z każdego kawałka cegły i kamienia w tym miejscu.
"Czy tu… ktoś jest?" szepczę, ściskając






