Gdy tylko ręka Jaxtona miała dotknąć Raven, ona nonszalancko uniosła ramię, złapała go za nadgarstek – i lekko go przekręciła.
Odgłos łamanej kości rozległ się jak petarda w martwej ciszy.
Krzyk Jaxtona przeszył powietrze.
W promieniu trzydziestu metrów nikt się nie poruszył. Świat zdawał się zamarznąć, oszołomiony absolutną bezwładnością.
Ponad dwudziestu kadetów w pobliżu wpatrywało się w Jaxton






