languageJęzyk
Złamana Partnerka Bezwzględnego Alfy-placeholderZłamana Partnerka Bezwzględnego Alfy

Złamana Partnerka Bezwzględnego Alfy

Autor: Sophie Blake

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 4 kwi 2026
130 Rozdziały
400.4K słów

Przez szesnaście lat byłam workiem treningowym w watasze Silver Peak. Wrobiona w morderstwo moich własnych rodziców, gdy miałam zaledwie sześć lat, zostałam pozbawiona Wilka, głodzona i bita przez tych, którzy mieli być moją rodziną. Byłam niczym. Przeklętym niewolnikiem. Aż on przekroczył próg. Alfa Ryder z Dark Hollow. Bezwzględny watażka i drapieżnik szczytowy o oczach w kolorze świeżej krwi. Przybył, aby podpisać traktat o ochronie z moim tchórzliwym bratem, ale zamiast tego zażądał innej ceny: Mnie. Myślałam, że jestem sprzedawana z jednego piekła do drugiego. Ale Ryder nie patrzy na mnie z obrzydzeniem. Patrzy na mnie z przerażającym, zaborczym głodem. Jest jedynym, który widzi przez kłamstwa mojej przeszłości, jedynym, który dotyka moich blizn delikatnymi dłońmi i jedynym, którego sama obecność sprawia, że mój zamknięty Wilk się porusza. Ale Ryder jest człowiekiem wojny, z dziewięcioma martwymi pannami młodymi na swoim koncie i własnymi mrocznymi sekretami. Gdy tajemnice mojej zaginionej wataszki zaczynają się ujawniać, muszę zadać sobie pytanie: Czy najniebezpieczniejszy Alfa na świecie jest moim ostatecznym zbawieniem... czy moim pięknym upadkiem?

Pierwszy rozdział

Chloe

Ostry, dźwięczny trzask wymierzonego policzka przeciął zatęchłe powietrze.

Siła uderzenia odrzuciła mnie na kamienną podłogę, a mój policzek otarł się o szorstką powierzchnię. Brudna, mydlana woda wylała się z przewróconego wiadra na moje posiniaczone dłonie. Nie śmiałam nawet jęknąć. Łzy były luksusem, na który nie mogłam sobie pozwolić – nie tutaj, nigdy.

– Gdzie do cholery jest ta bezużyteczna suka?! – Ryk należał do Bety Dylana, mojego byłego przeznaczonego i obecnego dręczyciela. Z trudem podniosłam się na nogi, a moje kościste palce instynktownie zacisnęły się na uchwycie sfatygowanego koszyka ze środkami czystości.

Zanim zdążyłam w ogóle opuścić głowę, ciężkie buciory Dylana znalazły się już w moim polu widzenia. Chwycił mój postrzępiony kołnierz, podciągając mnie do góry, aż moje palce u stóp ledwo muskały podłogę. Jego oddech, kwaśny od zwietrzałej kawy i czystej agresji, uderzył mnie w twarz. – Najpotężniejszy Alfa na kontynencie lada chwila wejdzie przez te drzwi, a to miejsce wciąż śmierdzi twoim żałosnym dupskiem! Ruchy, ty przeklęty szczurze!

Zacisnęłam powieki, a serce tłukło mi się o żebra. *Po prostu to przetrwaj*, powtarzałam sobie. *Nie odzywaj się, dopóki cię nie zapytają.*

– Alfa Ryder to jedyne, co chroni tę watahę przed upadkiem – syknął, rzucając mną brutalnie w stronę korytarza. – Jeśli to spierdolisz, zamknę cię w tym grobowcu, aż zgnijesz. Słyszysz?

Skinęłam gorączkowo głową. Alfa Ryder. Samo to imię niosło ze sobą zapach świeżo przelanej krwi i spalonej ziemi. Dowodził największą watahą na świecie. Był bezlitosnym zdobywcą, drapieżnikiem alfa, który przed nikim nie kłaniał głowy. Dlaczego Silver Peak, tchórzliwa wataha, która nigdy nie toczyła żadnej wojny, nagle potrzebowała jego ochrony, przekraczało moje pojmowanie.

Dylan pchnął mnie znowu, trafiając butem w moje biodro. Potknęłam się, wpadając niemalże do wielkiego gabinetu.

Cicho zamykając ciężkie dębowe drzwi, oparłam się o drewno, a mój płytki oddech odbijał się echem w cichym pomieszczeniu. Gabinet był nieskazitelnie czysty. Ani jedna drobinka kurzu nie zakłócała mahoniowych mebli. Mój brat, Alfa Hunter, o to zadbał.

Zsunęłam się po wypolerowanych drzwiach, gdy moje nogi w końcu odmówiły posłuszeństwa. Byłam tak wyczerpana. Umierałam z głodu. Od dnia śmierci moich rodziców, byłam dla tej watahy tylko workiem treningowym.

– Nie do końca rozwijacie czerwony dywan przed przyjezdnym Alfą, prawda?

Głęboki, dudniący głos zawibrował w cieniach, uderzając mnie w klatkę piersiową niczym fizyczny cios.

Zakrztusiłam się własnym wdechem i rzuciłam w tył; mój kręgosłup boleśnie zderzył się z drzwiami. *Myślałam, że jestem tu sama.* Moje spanikowane spojrzenie powędrowało w róg pokoju.

Tam, rozparty w skórzanym fotelu mojego brata, siedział mężczyzna, który wyglądał, jakby został wyrzeźbiony z samego mroku. Jedną stopę w ciężkim bucie opierał niedbale na kolanie, a w dużej dłoni balansował szklanką z bursztynowym płynem. On nie po prostu siedział w tym pokoju; on go zdominował. Ale to jego oczy sprawiły, że przeszył mnie pierwotny dreszcz przerażenia – hipnotyzujący, drapieżny karmazyn, który lśnił niczym świeża krew w półmroku.

– Podejdź tu – rozkazał. Powietrze w pomieszczeniu natychmiast zgęstniało od jego przytłaczającej aury. Nawet nie mając Wilka, czułam jego duszącą moc naciskającą na mój kark.

Drżąc, zrobiłam krok w stronę światła. Trzymałam podbródek przyciśnięty do klatki piersiowej, szykując się na cios.

– Pachniesz niewłaściwie. – Jego karmazynowe oczy omiotły moją niedożywioną sylwetkę, analizując mnie krok po kroku. – Jesteś Wilkiem. Więc jak, do cholery, nie wyczułaś mojego zapachu w sekundzie, w której tu weszłaś?

– P-przepraszam – wydukałam, a mój głos był zaledwie załamanym szeptem. Gdyby Hunter nakrył mnie na rozmowie z gościem, obdarłby mnie żywcem ze skóry. – Mój Wilk... zamknęli ją.

*Dwukrotnie*, chciałam dodać, ale słowa uwięzły mi w gardle.

Brzęk szkła o stół sprawił, że podskoczyłam. Pochylił się do przodu, a rozbawienie ustąpiło miejsca ostrej, przerażającej intensywności. – Zamknęli? Jaka chora wataha robi coś takiego swoim?

– To była... kara.

Zanim czerwonooki drapieżnik zdążył wyciągnąć ze mnie prawdę, ciężkie dębowe drzwi otworzyły się z impetem.

– Chloe! Odsuń się od niego, kurwa! – wrzasnął Alfa Hunter, a jego twarz wykrzywiła się w absolutnej furii. Prawie rzucił się przez pokój w moją stronę, z ręką już cofniętą, by wymierzyć karzący cios. – Najmocniej przepraszam, Alfo Ryderze. Natychmiast zabiorę tego śmiecia z twoich oczu...

Zacisnęłam powieki i przygotowałam się na miażdżący ból.

Ale cios nigdy nie nadszedł.

Pokój ogarnęła śmiertelna, dusząca cisza. Zerkając przez rzęsy, zobaczyłam ramię Huntera zawieszone w powietrzu. Alfa Ryder pokonał dystans z nieludzką prędkością, a jego wielka, muskularna dłoń zacisnęła się na nadgarstku Huntera niczym żelazne imadło. Sama różnica w ich sile była wręcz komiczna; Ryder wyglądał, jakby ledwie się starał, podczas gdy twarz Huntera zbladła z wysiłku.

– Zamachnij się, a ci ją złamię – głos Rydera był niskim, śmiercionośnym pomrukiem, od którego drżały deski w podłodze. Powoli zwolnił uścisk, skutecznie odpychając mojego brata o krok. – Po prostu wskazywała mi miejsce, Hunter. Skoro ty nie raczyłeś przywitać mnie przy pieprzonych bramach.

Dlaczego on dla mnie kłamał?

Hunter rozcierał nadgarstek, a jego oczy przenosiły się z Rydera na mnie. Nienawiść w jego spojrzeniu była obietnicą przyszłych tortur. – Idź natychmiast po Dylana – wściekał się na mnie Hunter.

Uciekłam, zanim napięcie w pomieszczeniu zdążyło pęknąć.

Kilka minut później wróciłam z Dylanem, mając nadzieję, że wtopię się w tapetę i uniknę ich gniewu. Ale kiedy napełniałam ich kieliszki szampanem, moje dłonie drżały i upuściłam pojedynczą kroplę na wypolerowany stół.

– Masz w zwyczaju traktować swoją siostrę jak bezpańskiego psa? – Alfa Ryder nagle przerwał desperacki wywód Huntera, uderzając prosto w sedno. Karmazynowe oczy Rydera były utkwione w moich trzęsących się dłoniach.

Cisza, która zapadła, była wręcz dusząca.

Hunter prychnął, a jego twarz wykrzywiła się z obrzydzeniem, gdy wycelował we mnie oskarżycielsko palcem. – Bo ta mała suka zamordowała naszych rodziców.

Kieliszek Rydera zatrzymał się w połowie drogi do jego ust. – Jak?

Temperatura w pomieszczeniu drastycznie spadła.

– Zatruła ich drinki tojadem – wypluł z siebie Hunter.

Karmazynowe spojrzenie Rydera powoli przeniosło się na mnie, a jego oczy zwęziły się w zimne, kalkulujące szparki. – Czyżby?

Czytaj