Brian zasnął na kanapie.
Kiedy bar miał się zamknąć, podszedł kelner, żeby go obudzić. "Proszę pana, już zamykamy. Czy zadzwonić po kogoś, kto pana odwiezie?"
Brian wstał, zapłacił rachunek, podniósł płaszcz i zataczając się wyszedł na zewnątrz.
Zimne powietrze uderzyło go tak mocno, że aż rozbolała go głowa. Usiadł w samochodzie, masując skronie.
Wczesnym rankiem na ulicach prawie nie było samoch






