(PERSPEKTYWA ARIELLE)
Następny dzień to była sobota i Maverick nie szedł do szkoły. Obudziłam się wcześnie, czując mieszankę niepokoju i niepewności.
To miał być pierwszy raz, kiedy zostawiałam Jareda samego z Maverickiem na cały dzień, i nie mogłam się pozbyć dręczącego zmartwienia, że on może – no, nie żeby dokładnie narobił kłopotów – ale jakoś w nie wpadł.
Mimo to, nie miałam wielkiego wyboru.






