– No proszę, kto w końcu skończył zakupy – zażartował.
– Hej, zamknij się – warknęłam.
– Przynajmniej ja nie potrzebowałem pomocy. Jak zamierzasz to ugotować, to coś, co tam masz? Planujesz sprowadzić sklepikarza do domu? – powiedział drwiąco. Czułam, jak drażni każdy nerw w moim ciele i musiałam się bardzo powstrzymywać, żeby nie odpowiedzieć mu złośliwością.
– Zajmij się swoimi sprawami, okej? –






