Podszedł od tyłu domu, z rękami w kieszeniach, a jego twarz zastygła w poważnym uśmiechu. Nie musiałam podnosić wzroku, żeby zobaczyć współczucie w jego oczach. Czułam się jak pacjent ze śmiertelną chorobą, oddzielona od grobu tylko jednym tyknięciem zegara.
"Od jakiegoś czasu prawie nie istniejesz" - zaczął.
Milczałam, wciąż wpatrując się w pustą nicość przede mną.
"Po prostu myślałem, że im dłuż






