(PERSPEKTYWA ARIELLE)
W pokoju panowała cisza, wszystkie oczy wpatrywały się w parę, której oczy były wilgotne od uroczystej wdzięczności. Mnie zatkało, łzy już spływały po moich policzkach, piekąc gorącem wdzięczności i nadziei – nadziei, że ich procedura da mi lekarstwo, którego tak desperacko pragnęłam.
Może to fakt, że pomysł uratowania chłopca przyszedł mi jako maleńka, natrętna myśl, coś, co






