Rzeczywiście, Sidney tej nocy nie zmrużył oka.
Kiedy wstał następnego ranka, miał podkrążone oczy, a przez całą drogę do szpitala czuł się zupełnie nieobecny. W pełni otrząsnął się dopiero, gdy usiadł przy biurku, tylko po to, by podnieść wzrok i zobaczyć wchodzącą Alice.
Na jej twarzy malował się ten sam arogancki, roszczeniowy wyraz, gdy mierzyła go wzrokiem, jakby był nikim.
– Czy nie mówiła






