

Autor: Aeliana Thorne
Piper porzuciła swoje marzenia i pracowała jako kelnerka, aby wychować porzucone dziecko swojej siostry. Wpadła na swojego księcia, byłego, Nicholasa, w szalonym konkursie na wybrankę Luny. Nicholas: Jak mogłaś ukryć moją córeczkę?! Piper: Słucham?! Ona nie jest twoja! Nicholas: Miałaś dziecko z kimś innym zaraz po naszym rozstaniu?!
Czternaście godzin nieprzerwanej pracy w restauracji było samo w sobie katorgą, ale świadomość, że robię to, podczas gdy moja córka leży chora, niemal wyrywała mi serce z piersi.
Oprócz ciągłego zamartwiania się nawałem zamówień i gorączką córki, musiałam jeszcze unikać lepkich rąk mojego szefa.
– Chwileczkę, Piper – powiedział, stając tuż przy mnie. Zanim zdążyłam się odsunąć, położył dłoń na moim pośladku. – Muszę to skontrolować.
Wzrok miał utkwiony w jedzeniu, ale jego dłoń ścisnęła mój pośladek.
– Zabieraj łapy, szefie – warknęłam. – Bo jak pragnę zdrowia, wywalę ci te talerze prosto na głowę.
Uśmiechnął się zuchwale, jakbym go rozbawiła. – Nie miałabyś odwagi.
Miał rację, a ja tego nienawidziłam.
Obecna sytuacja gospodarcza w Królestwie Wilkołaków była dla wszystkich bezlitosna. Mnóstwo ludzi wylądowało na bruku, nie mając za co żyć.
Bez tej posady najpewniej podzieliłabym ich los. I to jako samotna matka.
Szef naparł na mnie. Objął mnie w talii wolną ręką i przyciągnął do siebie, markując uścisk. Wykorzystał tę bliskość, by bezczelnie gapić się w mój dekolt.
– Muszę wydać jedzenie. – Przełknęłam żółć, która podeszła mi do gardła. – Klienci czekają.
– Niech sobie poczekają. – Szef oblizał wargi. Z jego ust czuć było papierosy.
Odwróciłam głowę. – Będą skargi.
Przysunął się bliżej, wcisnął nos w bok mojej szyi i wciągnął zapach.
Z trudem stłumiłam dreszcz obrzydzenia. Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę.
Ktoś obok parsknął śmiechem. Starsza kelnerka ściągnęła rolkę ręczników papierowych z najwyższej półki.
– Nie powinnaś się opierać, skarbie – powiedziała. – Wszyscy wiedzą, że nie masz chłopa w domu. Chyba że... – Ponownie wybuchnęła śmiechem, głośnym i złośliwym. – ...miałaś nadzieję na tytuł Królowej Selekcji?
Niedawno rodzina królewska ogłosiła, że poszukuje potencjalnych kandydatek na żony dla trzech książąt. Wiadomości na ten temat nadawano na okrągło, więc ludzie tłumnie ściągali do naszej restauracji, żeby śledzić relacje na zawieszonych tu telewizorach.
Z tego, co zdążyłam zauważyć, wszyscy emocjonowali się Grą o Wybór Luny – z wyjątkiem mnie.
Szef również się roześmiał. Na policzku poczułam krople jego śliny. – Pomarz sobie, jeśli myślisz, że masz jakieś szanse, ty bezwilcza. – Szarpnął mną brutalnie do tyłu, żeby móc otrzeć się o krągłość moich pośladków.
Gdy poczułam pulsowanie podniecenia w jego spodniach, mało brakowało, a bym zwymiotowała.
Oparł dłonie na półkach po mojej prawej i lewej stronie, odcinając mi drogę ucieczki.
– Daję ci trzy dni do namysłu, Piper. Albo zaczniesz wpadać do mnie nocą, albo jesteś zwolniona.
Odmowa już cisnęła mi się na usta, ale on jeszcze nie skończył.
– Czy to przypadkiem nie w przyszłym tygodniu musisz opłacić rachunki za leczenie córki? Jakaż to byłaby tragedia, gdyby ci na nie zabrakło. – Uśmiechał się przy tych słowach, napawając się własnym okrucieństwem.
Krew natychmiast odpłynęła mi z twarzy. Moja córeczka, Elva, zachorowała niedawno na wilcze zapalenie płuc. Potrzebowałam pieniędzy na jej leczenie i leki. A wciąż nie doszła do siebie.
Dopiero wtedy szef odsunął się ode mnie, zostawiając mnie w całkowitym otępieniu.
Reszta zmiany zlała się w jedną niewyraźną plamę.
Po pracy wróciłam do swojego małego mieszkania z dwiema sypialniami.
W drzwiach sypialni, którą dzieliłam z Elvą, stała Anna – moja współlokatorka i najlepsza przyjaciółka.
– Jak ona się czuje? – zapytałam. Anna opiekowała się Elvą, kiedy ja byłam w pracy.
– Miała lekką gorączkę, ale właśnie jej spadła – odparła Anna.
– Czy już wszystko w porządku? – Nie potrafiłam ukryć troski w głosie.
– Tak.
Oparłam się ciężko o kuchenny blat. Wyczerpanie ciążyło mi w każdym mięśniu.
– Coś się stało w pracy? – spytała Anna. Byłyśmy przyjaciółkami od dawna, więc najpewniej znała odpowiedź z samego wyrazu mojej twarzy.
Nie chciałam jej martwić, więc zbyłam ją ogólnikami. – Szef znowu zachowywał się dziwnie. Ale to nic, z czym bym sobie nie poradziła.
– Co za drań – zaklęła Anna. Przejrzała mnie na wylot. – Nie musisz znosić tych jego zagrywek. Do cholery, w ogóle nie powinnaś być tak traktowana!
– Anno...
– Nie, Piper. Mam już tego dość. Byłaś jedną z najlepszych studentek w Akademii Królewskiej. To przecież musi coś znaczyć.
Dawno temu, owszem, coś to znaczyło.
– To już nie ja. – Teraz byłam tylko samotną, pozbawioną wilka kobietą, która próbowała utrzymać siebie i swoje dziecko.
Westchnęłam ciężko.
Anna skrzyżowała ramiona na piersi. – To wszystko wina twojej siostry. Nigdy nie powinnaś była poświęcać się dla tej narkomanki i jej porzuconego dziecka. A twój były... Piper, spotykałaś się z arystokratą!
Nie potrzebuję przypominania, że Elva nie jest moją biologiczną córką. W głębi serca nią jest. I wcale niczego dla niej nie poświęcam; zasługuje na wszystko, co najlepsze.
To był stały punkt sporny między mną a Anną. Wiedziałam, że chce dobrze, więc nigdy się nie złościłam. Czułam się jedynie bardziej zmęczona – wyczerpana aż do szpiku kości.
Spróbowałam się uśmiechnąć, ale był to gorzki uśmiech. – Zapominasz, że nawet przed moim poświęceniem dzieliła nas przepaść klasowa nie do pokonania. A kiedy straciłam swojego wilka... Ta różnica stała się po prostu zbyt ogromna.
Gdy skończyłyśmy rozmowę, Anna poszła włączyć telewizor, a ja po cichu zajrzałam do Elvy.
Moja słodka dziewczynka spała spokojnie. Otuliłam ją nieco szczelniej kocami. Przez chwilę przysłuchiwałam się jej miarowemu oddechowi, po czym na palcach wyszłam z pokoju.
W salonie Anna zdążyła już przełączyć na wieczorne wiadomości. Pasek informacyjny na dole ekranu głosił: Selekcja Luny: Najnowsze wydarzenia!
Pod uwagę brano dosłownie każdą kobietę, od księżniczki po chłopkę, ale tylko trzy z nich poślubią książąt. I tylko jedna z tej trójki zostanie Królową.
Łowiąc mój wzrok, Anna trzymała pilota w pogotowiu, gotowa w każdej chwili przełączyć kanał. Wiedziałam, że ekscytowała się tą całą selekcją. Zresztą jak wszyscy w królestwie.
Może też bym była, gdybym tylko pozwalała sobie jeszcze na marzenia. Ale kto miał na to czas, kiedy życie sprowadzało się do jednego: pracy, snu, znowu pracy i rachunków.
W moim życiu nie było miejsca na marzenia. Musiałam skupić się wyłącznie na przetrwaniu.
Anna ściszyła telewizor, żeby nie obudzić Elvy. Z gadaniny prezenterów docierało do mnie zaledwie co czwarte słowo.
– Trzej książęta... selekcja... pierwsze publiczne wystąpienie...
– Zastanawiałam się, jak zamierzają to rozegrać, skoro selekcja ma być publicznym widowiskiem – odezwała się Anna. – Przez chwilę myślałam, że może ukryją książąt za jakąś kurtyną czy czymś w tym rodzaju.
Rodzina królewska pilnie strzegła swojej prywatności. Powszechnie znane były tylko twarze Króla i Królowej, a i to tylko dlatego, że widniały na wszystkich naszych pieniądzach.
– Piper... – wydyszała nagle Anna. Wskazała palcem na ekran, na którym wyświetlano właśnie świeże nagranie, przedstawiające książąt machających do tłumu. – Czy to przypadkiem nie...?
Spojrzałam w tamtym kierunku i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Moje serce znało już jednak prawdę, podskakując gwałtownie, jakby zaraz miało wyrwać mi się z piersi.
Znałam ten uśmiech.
Tam, na ekranie...
Ten książę stojący w szeregu...
To był mój były chłopak.
Nicholas.