Sophia pochyliła się i wciągnęła słodki zapach polnych kwiatów. – On po prostu uważa mnie za swoją wybawicielkę.
– Z ręką na sercu. Naprawdę to kupujesz? – Annabelle wcięła się bez litości, sprawdzając jej blef.
Z twarzą taką jak u Sophii – i tym nieodpartym urokiem mężatki – rozkochanie w sobie kilku nastoletnich chłopców było w zasadzie dziecinnie proste.
Sophia udała, że ją uderza. – Psujesz ca






