– Jestem uzbrojona – powiedziała, podnosząc głos. – Trzymaj się z daleka. Mam nóż.
– Nie masz – zacharczała postać.
Kolana się pod nią ugięły i osunęła się na podłogę. Próbowała wstać, ale nogi zdawały się jej nie słuchać. Gramoliła się i szamotała, a postać zaśmiała się krótkimi, suchymi charkotami.
– Zadzwonię na policję – powiedziała.
– Nie zadzwonisz – zacharczała postać.
– Zadzwonię – upierał






