languageJęzyk
Zrujnuj Mnie: Kontraktowa Żona Bliardera-placeholderZrujnuj Mnie: Kontraktowa Żona Bliardera

Zrujnuj Mnie: Kontraktowa Żona Bliardera

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 29 mar 2026
265 Rozdziały
269.1K słów

– Jesteśmy przyjaciółmi – powiedziałam, ledwo utrzymując głos. Usta Aarona wykrzywiły się w powolnym, okrutnym uśmiechu. – Nie, nie jesteśmy. – Przyjaźń jest na to zbyt czysta. Jego dłoń ześlizgnęła się na moją talię, gorąca i zawłaszczająca, gdy przyciągnął mnie do siebie. – Czy przyjaciele całują się w ten sposób? Pocałował mnie. Mocno. Zaborczo. – Albo łapią się tak? Ścisnął moje pośladki. Jęknęłam. – Albo mają sprośne myśli? Jego oddech parzył mnie w ucho. – Dotykają się, myśląc o tym? Moje policzki zapłonęły. Moje ciało mnie zdradziło. – Przestań kłamać, Venus. Jego głos był warknięciem. – Czuję to. Za każdym razem, gdy jestem blisko ciebie. Wyszeptałam: – Ale ty mnie nawet nie lubisz. Jego uśmiech był czystym grzechem. – Nie muszę cię lubić, żeby się z tobą pieprzyć. A potem propozycja: – Pozbądźmy się tego z naszych systemów. Bez kłamstw. Bez zobowiązań. Tylko prawda. Chwycił mnie za podbródek, oczy płonęły żądzą. – Powiedz słowo, księżniczko. Szept na moich ustach – – Zniszczę cię. I niech mi Bóg pomoże… Chciałam, żeby to zrobił. --------- Aaron Sinclair potrzebuje narzeczonej, aby odebrać spadek. Venus Carter potrzebuje cudu, aby uratować umierającą matkę. To, co zaczyna się jako zimne małżeństwo z rozsądku, przeradza się w niebezpieczną grę zakopanej traumy, skradzionych tożsamości i zakazanej więzi. On jest bezwzględny, zamknięty w sobie i odmawia kochania. Ona jest odporna, zagubiona i odmawia pozostania niekochaną. Ale kiedy tajemnice wychodzą na jaw, ujawniając skradzione dzieciństwo, tragiczną przeszłość i mściwą macochę, ich udawane małżeństwo jest jedyną rzeczą, która stoi między nimi a zniszczeniem. W świecie rządzonym przez władzę i ciszę, czy miłość odważy się przemówić pierwsza, czy raczej ich oboje złamie?

Pierwszy rozdział

VENUS

– Wszystko będzie dobrze, mamo. Obiecuję.

Uśmiechnęłam się, choć czułam, jakbym kłamała w żywe oczy. – Dobrze zarabiam, mam oszczędności, niedługo zaczniemy chemię.

Musiałam być silna. Dla nas obu.

Westchnęła słabo, a jej oczy zaszliły się łzami. – Nie powinnaś marnować na mnie życia, Venus. Masz dopiero dwadzieścia dwa lata. Powinnaś żyć pełną piersią, tańczyć, zakochiwać się...

– Przestań. – Założyłam jej niesforny lok za ucho i pocałowałam ją w czoło. – O nic się nie martw. Ja o nas zadbam.

Zniżyła głos. – Co u taty?

Zacisnęłam szczękę.

Oczywiście, nie mogła spojrzeć mi w oczy. Ten człowiek ani razu jej nie odwiedził od czasu diagnozy.

– Nie widziałam go od niedzieli – powiedziałam beznamiętnie. – I oby tak zostało. Było przynajmniej spokojnie.

Otworzyła usta – pewnie znowu po to, żeby go bronić – ale wstałam. – Muszę iść do pracy, mamo. Zobaczymy się później.

– Dziękuję, że przychodzisz tu każdego dnia, kochanie. Nie zasługuję na ciebie.

– Zasługujesz – odparłam, przytulając ją. – Jestem twoją córką. Tylko to się liczy.

------

Złapałam taksówkę, opadłam na tylne siedzenie i ścisnęłam torebkę tak, jakby zależało od tego moje życie. W środku była teczka. Ta teczka. Ta sama, którą Aaron Sinclair rzucił wczoraj wieczorem na moje biurko jak bombę zegarową.

Wy też sprawdzalibyście wszystko dwa razy, gdybyście pracowali dla takiego człowieka – niebezpiecznego w Diorze, bezdusznego w Hugo. Jest typem mężczyzny, który wchodzi do pokoju i sprawia, że zmienia się grawitacja. Szerokie ramiona. Ostra jak brzytwa linia szczęki. Piwne oczy, które mogłyby cię przeciąć na wylot, gdyby jego słowa nie zdążyły zrobić tego wcześniej.

Dla każdej innej kobiety byłby fantazją. Dla mnie? Koszmarem w garniturach szytych na miarę.

Pracuję pod nim od dwóch miesięcy i przysięgam, że sprawianie mi piekła sprawia mu chorą satysfakcję. Niemożliwe terminy, nieludzki nawał pracy, chłodne spojrzenia, które mogłyby zamrozić samo piekło. A jednak mnie nie zwolnił. Bo bez względu na to, jak bardzo chce mnie złamać, ja zawsze dowożę to, o co prosi.

Zapytacie, dlaczego się nie zwolnię?

Bo nie mogę. Wcześniej byłam kelnerką, ledwo wiązałam koniec z końcem. Ta praca to powód, dla którego moja matka ma łóżko w szpitalu, a nie podłogę w jakiejś zrujnowanej przychodni. Tak, mam dyplom. Ale świat nie płaci za potencjał, płaci za twarde, konkretne wyniki.

Taksówka zatrzymała się przed górującym nad ulicą budynkiem ze stali i szkła, który nazywałam teraz piekłem. Zapłaciłam, wysiadłam i wzięłam głęboki oddech.

Czas na przedstawienie.

------

W sekundzie, w której przekroczyłam próg mojego biura – oddzielonego od biura pana Sinclaira zaledwie cienką ścianą – zadzwonił interkom.

– Do mnie. Natychmiast.

Żadnego przywitania. Tylko ten głos. Ostry. Ucięty. Zimny.

– Boże, daj mi siłę – mruknęłam i ruszyłam do jego drzwi.

Pukanie.

– Wejść.

Weszłam i wyprostowałam się bardziej niż zazwyczaj. – Dzień dobry, panie Sinclair. Wzywał mnie pan?

Nie podniósł wzroku od razu. Kiedy to zrobił, jego piwne oczy zablokowały się na moich, niczym celownik snajpera.

– Siadaj – powiedział, a w każdej jego sylabie kryła się irytacja.

Usiadłam. Cisza się przeciągała. Wystarczająco długo, bym zaczęła wiercić się nerwowo. A potem...

– Wyjdź za mnie.

Zamrugałam. Mój mózg przestał pracować.

– Słucham?

– Nie każ mi się powtarzać – powiedział gładko, jakby przed chwilą wcale nie zburzył mojej rzeczywistości.

I tak po prostu, mój osobisty koszmar oznajmił, że chce to sformalizować.

Czytaj