languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Aeliana Moreau 29 mar 2026

VENUS

– Wszystko będzie dobrze, mamo. Obiecuję.

Uśmiechnęłam się, choć czułam, jakbym kłamała w żywe oczy. – Dobrze zarabiam, mam oszczędności, niedługo zaczniemy chemię.

Musiałam być silna. Dla nas obu.

Westchnęła słabo, a jej oczy zaszliły się łzami. – Nie powinnaś marnować na mnie życia, Venus. Masz dopiero dwadzieścia dwa lata. Powinnaś żyć pełną piersią, tańczyć, zakochiwać się...

– Przestań. – Założyłam jej niesforny lok za ucho i pocałowałam ją w czoło. – O nic się nie martw. Ja o nas zadbam.

Zniżyła głos. – Co u taty?

Zacisnęłam szczękę.

Oczywiście, nie mogła spojrzeć mi w oczy. Ten człowiek ani razu jej nie odwiedził od czasu diagnozy.

– Nie widziałam go od niedzieli – powiedziałam beznamiętnie. – I oby tak zostało. Było przynajmniej spokojnie.

Otworzyła usta – pewnie znowu po to, żeby go bronić – ale wstałam. – Muszę iść do pracy, mamo. Zobaczymy się później.

– Dziękuję, że przychodzisz tu każdego dnia, kochanie. Nie zasługuję na ciebie.

– Zasługujesz – odparłam, przytulając ją. – Jestem twoją córką. Tylko to się liczy.

------

Złapałam taksówkę, opadłam na tylne siedzenie i ścisnęłam torebkę tak, jakby zależało od tego moje życie. W środku była teczka. Ta teczka. Ta sama, którą Aaron Sinclair rzucił wczoraj wieczorem na moje biurko jak bombę zegarową.

Wy też sprawdzalibyście wszystko dwa razy, gdybyście pracowali dla takiego człowieka – niebezpiecznego w Diorze, bezdusznego w Hugo. Jest typem mężczyzny, który wchodzi do pokoju i sprawia, że zmienia się grawitacja. Szerokie ramiona. Ostra jak brzytwa linia szczęki. Piwne oczy, które mogłyby cię przeciąć na wylot, gdyby jego słowa nie zdążyły zrobić tego wcześniej.

Dla każdej innej kobiety byłby fantazją. Dla mnie? Koszmarem w garniturach szytych na miarę.

Pracuję pod nim od dwóch miesięcy i przysięgam, że sprawianie mi piekła sprawia mu chorą satysfakcję. Niemożliwe terminy, nieludzki nawał pracy, chłodne spojrzenia, które mogłyby zamrozić samo piekło. A jednak mnie nie zwolnił. Bo bez względu na to, jak bardzo chce mnie złamać, ja zawsze dowożę to, o co prosi.

Zapytacie, dlaczego się nie zwolnię?

Bo nie mogę. Wcześniej byłam kelnerką, ledwo wiązałam koniec z końcem. Ta praca to powód, dla którego moja matka ma łóżko w szpitalu, a nie podłogę w jakiejś zrujnowanej przychodni. Tak, mam dyplom. Ale świat nie płaci za potencjał, płaci za twarde, konkretne wyniki.

Taksówka zatrzymała się przed górującym nad ulicą budynkiem ze stali i szkła, który nazywałam teraz piekłem. Zapłaciłam, wysiadłam i wzięłam głęboki oddech.

Czas na przedstawienie.

------

W sekundzie, w której przekroczyłam próg mojego biura – oddzielonego od biura pana Sinclaira zaledwie cienką ścianą – zadzwonił interkom.

– Do mnie. Natychmiast.

Żadnego przywitania. Tylko ten głos. Ostry. Ucięty. Zimny.

– Boże, daj mi siłę – mruknęłam i ruszyłam do jego drzwi.

Pukanie.

– Wejść.

Weszłam i wyprostowałam się bardziej niż zazwyczaj. – Dzień dobry, panie Sinclair. Wzywał mnie pan?

Nie podniósł wzroku od razu. Kiedy to zrobił, jego piwne oczy zablokowały się na moich, niczym celownik snajpera.

– Siadaj – powiedział, a w każdej jego sylabie kryła się irytacja.

Usiadłam. Cisza się przeciągała. Wystarczająco długo, bym zaczęła wiercić się nerwowo. A potem...

– Wyjdź za mnie.

Zamrugałam. Mój mózg przestał pracować.

– Słucham?

– Nie każ mi się powtarzać – powiedział gładko, jakby przed chwilą wcale nie zburzył mojej rzeczywistości.

I tak po prostu, mój osobisty koszmar oznajmił, że chce to sformalizować.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Rozdział 1 - Zrujnuj Mnie: Kontraktowa Żona Bliardera | StoriesNook