languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Aeliana Moreau 29 mar 2026

VENUS

– Więc, wy dwoje ogłosicie zaręczyny w sobotę – powiedział Connor, w którym nie było już śladu po jego zwykłej żartobliwości. – Zanim to nastąpi, on kupi ci pierścionek, a za dwa tygodnie weźmiecie ślub. – Jego wzrok przeskakiwał między nami. – Pasuje?

Zawahawszy się, w końcu skinęłam głową. Pan Wiecznie-Poirytowany, z drugiej strony, cały czas wpatrywał się we mnie, jakbym była źródłem wszystkich jego problemów.

– W takim razie w porządku – kontynuował Connor. – W niedzielę się do niego wprowadzisz. Spakuj swoje rzeczy.

Mogłabym przysiąc, że Aaron wzdrygnął się na wzmiankę o moich rzeczach.

– Czekajcie... co macie na myśli, mówiąc „wprowadzisz się”? – Nawet nie wzięłam tego pod uwagę, kiedy na to przystałam.

Connor uniósł brew. – Cóż, każde małżeństwo mieszka razem, prawda? Pan Sinclair spojrzał na niego, jakby właśnie dostał w twarz. Zgaduję, że on też o tej części nie pomyślał.

– Ja, yyy, nie pomyślałam o tym – mruknęłam, zarabiając chichot ze strony Connora.

– Tak jak mówiłem, będziecie małżeństwem przez trzy lata. W tym czasie nie wolno ci angażować się w relacje z nikim innym. – Przysunął do mnie kontrakt. – Przeczytaj go dokładnie. Jest w nim wymienione wszystko, czego się od ciebie oczekuje. Jeśli masz jakieś warunki, daj mi znać.

Spojrzał na pana Sinclaira – który przez cały czas milczał – a potem znów na mnie. – Otrzymasz milion dolarów po podpisaniu umowy, a kolejny milion, gdy miną te trzy lata.

Moje oczy się rozszerzyły. To było więcej niż w początkowej ofercie.

– To... – szukałam właściwych słów. Obaj mężczyźni patrzyli na mnie, czekając.

– Za mało? – Aaron odezwał się po raz pierwszy od początku naszej rozmowy. Ten facet mógł być prawą ręką diabła – lub gorzej – ale nie mogłam zaprzeczyć jego absolutnej męskości. Mierzył prawie metr dziewięćdziesiąt, miał gęste, czarne włosy, piwne oczy, prosty nos z lekkim skrzywieniem – jakby kiedyś był złamany – ostrą jak brzytwa linię szczęki i pełne, stworzone do pocałunków usta. Szkoda, że ktoś o takim wyglądzie miał osobowość wściekłego wilka. Choć, o dziwo, wydawało się, że większość tego jadu zachowywał specjalnie dla mnie.

– Venus. – Głos Connora wyrwał mnie z osłupienia. Zamyśliłam się tuż przed nimi – żenujące.

– Tak. Miałam na myśli, że to wystarczy. Aż nadto – powiedziała szybko.

Usta Aarona lekko się wykrzywiły.

– Dobrze. Masz czas do piątku, żeby to przejrzeć i podpisać. – Connor wręczył mi teczkę. Wzięłam ją i wstałam, żeby wyjść.

– I jeszcze jedno, Venus. – Connor oprał się wygodniej na krześle.

– Nie możesz pisnąć o tym nikomu ani słowa. Jeśli to zrobisz, umowa jest nieważna.

– Oczywiście – powiedziałam i opuściłam gabinet.

Z powrotem przy swoim biurku otworzyłam kontrakt i przejrzałam warunki:

Będziemy musieli mieszkać razem przez trzy lata.

 Nie przemyślałam tego. Nie może być aż tak źle... prawda? Kogo ja oszukuję? On mnie nienawidzi. Może jeśli nie będę wchodzić mu w drogę, on też da mi spokój.

Konieczne będzie publiczne okazywanie uczuć.

 Ledwo na mnie patrzy, nie wykrzywiając przy tym warg ze wstrętem. Ciekawe, jak on to udawa.

Żadnych innych związków czy partnerów na czas trwania naszego małżeństwa.

 Żaden problem. Od lat jestem singielką.

Nikt nie może dowiedzieć się o umowie.

 Będę musiała wymyślić jakąś bajeczkę dla moich przyjaciół. I tak nie miałam zamiaru mówić mamie.

Wszystkie moje wydatki zostaną pokryte podczas trwania małżeństwa, oprócz tych dwóch milionów z tytułu odprawy.

Nie mogę już pracować jako jego asystentka, ani nigdzie indziej.

 Dzięki Bogu. Nie będę za tym tęsknić ani przez sekundę.

Złamanie któregokolwiek z warunków kosztowałoby mnie pięć milionów dolarów.

Wcześniejsze rozwiązanie umowy? Kolejne pięć milionów.

 Kiedy to podpiszę, nie będzie ucieczki. Upewnił się co do tego.

Było więcej warunków, ale zajmę się nimi później. Na razie wciąż byłam jego asystentką.

Dzisiaj jest wtorek. Mam czas do piątku na podjęcie decyzji.

Czy w ogóle jest nad czym się zastanawiać? Moje życie wkrótce się zmieni – mamy również. W końcu będziemy mogły zostawić za sobą to gnijące mieszkanie.

I bez względu na to, co kto powie – a zwłaszcza ona – nie zabiorę Daina ze sobą.

Nie po tym, co zrobił. Nawet mama nie zdoła zmienić mojego zdania.

Powiem jej. Kiedy wyzdrowieje.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki