languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Moreau 29 mar 2026

AARON

– Mówiłem, że się zgodzi – powiedział Connor z zadowolonym, cwaniackim uśmieszkiem.

Byliśmy w moim gabinecie, czekając na przybycie mojej asystentki, abyśmy mogli sfinalizować warunki naszej umowy. Connor był właścicielem jednej z najbardziej prestiżowych kancelarii prawnych w Nowym Jorku, a jego reputacja mówiła sama za siebie. Nie było nikogo lepszego do reprezentowania mojej firmy.

– Co sprawiło, że zmieniła zdanie? – zapytał, przeczesując włosy dłonią.

– Kogo to obchodzi? Ważne, że się zgodziła – odparłem, zerkając na zegarek. – Spóźnia się. Ona nigdy się nie spóźnia.

– Może znowu zmieniła zdanie – uśmiechnął się złośliwie Connor, opierając się głębiej w fotelu. – Przypomniała sobie, jakim skończonym dupkiem dla niej byłeś.

– Nie męczy cię to ciągłe słuchanie samego siebie? – jęknąłem, opierając się w fotelu.

– Nie – powiedział niezrażony. – Zwłaszcza gdy mam rację.

– Zamknij się – mruknąłem, ponownie sprawdzając godzinę.

– Wyluzuj. To pewnie korki. – Oparł się głębiej. – Albo może uświadomiła sobie, że nie jesteś wart tego całego stresu.

– Connor – ostrzegłem go, posyłając mu mordercze spojrzenie.

Uniósł ręce w udawanej kapitulacji.

 – I czy mógłbyś, na litość boską, pozwolić mi mówić, zanim otworzysz usta i powiesz coś, co ją odstraszy?

– Dobra. Tylko dlatego, że chcę, żeby to wypaliło.

Właśnie wtedy drzwi się otworzyły i weszła Venus, ubrana w najbrzydszy sweter, jaki w życiu widziałem.

– Spóźniłaś się – powiedziałem.

Przełknęła ślinę. – Korki.

Connor uniósł brew. – A może stchórzyłaś?

– Ani jedno, ani drugie – odparła, starając się utrzymać pewny głos. – Powiedziałam, że to zrobię, i mówiłam poważnie.

Wstałem i powoli ruszyłem w jej stronę, zmniejszając dystans, aż dzieliły nas zaledwie centymetry. Odchyliła głowę, by na mnie spojrzeć.

Nie odezwałem się. Po prostu się na nią patrzyłem.

– Dziś sporządzimy projekt warunków – odezwałem się w końcu. – Wprowadzisz się do końca tygodnia. Pozory mają znaczenie – jeśli ktoś nabierze podejrzeń, że to fikcja, oboje przegramy.

Connor odchylił się do tyłu, rozbawiony. – Już robi się tak romantycznie.

Zignorowałem go.

 – Ustalimy zasady. Będziesz uczestniczyć w kolacjach, wydarzeniach – we wszystkim, co będzie konieczne. Ja zajmę się mediami. Ty masz się tylko uśmiechać i wyglądać, jakbyś była we mnie beznadziejnie zakochana. Myślisz, że podołasz?

Uniosła podbródek. – Czy mam coś do powiedzenia w kwestii tych zasad?

Moje wargi delikatnie się wygięły. – Zobaczymy.

Connor wstał i klasnął w dłonie. – Cóż, zapowiada się świetna zabawa. Zaczynamy, gołąbeczki?

Zajęła miejsce naprzeciwko mnie.

– Więc, wy dwoje ogłosicie zaręczyny w sobotę – powiedział Connor, porzucając żartobliwy ton. – Zanim to nastąpi, on kupi ci pierścionek, a za dwa tygodnie weźmiecie ślub. – Jego wzrok przeskakiwał między nami. – Pasuje?

Zawahawszy się, w końcu skinęła głową. Ja z kolei nie mogłem przestać patrzeć na ten potworny sweter, który miała na sobie. Spod makijażu wyzierał siniak, ale nie skomentowałem tego.

– W niedzielę się do niego wprowadzisz. Spakuj swoje rzeczy – dodał Connor.

Próbował ukryć zawahanie, kiedy wspomniał o jej rzeczach. Dobrze – przynajmniej nie byłem jedynym, który miał problem z tym swetrem.

– Czekajcie... co macie na myśli, mówiąc „wprowadzisz się”? – zapytała, wyraźnie zaskoczona.

Connor uniósł brew. – Cóż, każde małżeństwo mieszka razem, prawda?

Posłałem mu oschłe spojrzenie.

– Ja, yyy... nie pomyślałam o tym – mruknęła.

Connor zachichotał.

– Tak jak mówiłem, będziecie małżeństwem przez trzy lata. W czasie trwania małżeństwa nie wolno ci angażować się w relacje z nikim innym. – Przysunął do niej kontrakt. – Przeczytaj go dokładnie. Jest w nim wymienione wszystko, czego się od ciebie oczekuje. Jeśli masz jakieś warunki, daj mi znać.

Spojrzał na mnie – a ja przez cały ten czas milczałem – po czym znów na nią.

 – Otrzymasz milion dolarów po podpisaniu umowy, a kolejny milion po upływie trzech lat.

Jej oczy się rozszerzyły.

– To... – zaczęła, szukając słów. Obaj czekaliśmy.

– Za mało? – zapytałem, przerywając w końcu milczenie.

Odwróciła się do mnie i wpatrywała się bez ruchu.

– Venus – głos Connora wyrwał ją z zamyślenia.

– Tak... miałam na myśli, że to wystarczy. Aż nadto.

Moje usta wykrzywiły się lekko.

– Dobrze. Masz czas do piątku, żeby to przejrzeć i podpisać. – Connor wręczył jej teczkę. Wzięła ją i wstała, by wyjść.

– I jeszcze jedno, Venus – dodał, opierając się w fotelu.

– Nie możesz pisnąć o tym nikomu ani słowa. Jeśli to zrobisz, umowa jest nieważna.

– Oczywiście – odparła.

I z tymi słowami opuściła gabinet.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki