languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Moreau 29 mar 2026

AARON

– Powiedziała, że chyba, kurwa, postradałem zmysły, i wyszła – piekliłem się, zaciskając dłoń na szklance tak mocno, jakby to miało mnie uchronić przed wybuchem. Connor, ten dupek, tylko się zaśmiał, jakbym właśnie opowiedział mu najśmieszniejszy żart roku.

– To nie jest zabawne – warknąłem, chociaż jakaś część mnie wiedziała, że trochę było.

– Z takim podejściem, to czego się spodziewałeś, palancie? – zapytał, w końcu nieco poważniejąc, i pociągnął łyk piwa. – Przez ostatnie kilka miesięcy robiłeś z jej życia prawdziwe piekło, a potem ni stąd, ni zowąd po prostu wparowujesz i każesz jej za siebie wyjść? I myślisz, że ona po prostu... co? Zgodzi się? Jakbyś był jakimś Księciem z Bajki? Masz, kurwa, urojenia.

Zacisnąłem szczękę, ale się nie kłóciłem. Connor nie bez powodu jest moim najlepszym przyjacielem – nigdy nie owija w bawełnę. Nigdy tego nie robił. Co nie oznacza, że łatwo jest przełknąć prawdę, którą wciska ci prosto do gardła.

– To ty wpadłeś na ten pomysł – mruknąłem z goryczą. – A teraz ja muszę wymyślić plan B. Jeśli nie wezmę ślubu w ciągu miesiąca, cała moja ciężka praca, moje poświęcenia, wszystko, co zbudowałem, pójdzie na marne.

Tylko mój dziadek mógł wciąż trzymać swoje szpony na moim życiu zza grobu. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz na tym przedstawieniu, starcze. Zawsze uwielbiałeś dramatyzować.

Wczoraj odczytano testament – ostateczny cios dziadka z zaświatów. Zgodnie z jego wolą dziedziczę 65 procent imperium biznesowego, w tym firmę, którą zbudowaliśmy razem, tylko jeśli wezmę ślub w ciągu miesiąca od jego śmierci. Jeśli tego nie zrobię, wszystko trafi w ręce mojego ojca, który jest jedynie żałosną wymówką dla tego słowa.

Nigdy do tego nie dopuszczę. Po moim trupie.

Mój dziadek praktycznie mnie wychował. Był jedyną prawdziwą figurą ojca, jaką miałem, dorastając. Zawdzięczam mu wszystko. Mój napęd, moją nieustępliwość, moją ambicję. Ale ten człowiek miał talent do dramatyzmu i najwyraźniej nie mógł spoczywać w pokoju bez jeszcze jednej, ostatecznej demonstracji siły. Wiedział, jaki mam stosunek do małżeństwa. Znał traumę, jaką pozostawił po sobie ten katastrofalny związek moich rodziców. A jednak i tak przeforsował ten absurdalny warunek.

Najgorsze? Nie chodziło tylko o wzięcie ślubu. Nie, to byłoby zbyt proste. To musiał być ślub z miłości. Żadnych układów biznesowych, żadnych małżeństw z rozsądku. A najlepsze? Żadnego rozwodu przez co najmniej trzy lata. Typowy on. Zawsze przesuwał granice.

Więc Connor – genialny, bezwzględny Connor – przedstawił swój plan. – Ożeń się ze swoją asystentką – powiedział. – Wymyśl jakąś historię miłosną. Znasz ją na tyle długo, by to sprzedać. Powiedz im, że spotykaliście się w tajemnicy. Nikt nie nabierze podejrzeń, a skoro oboje wyraźnie się nienawidzicie, nie ma ryzyka, że w grę wejdą uczucia i coś skomplikują.

To był rozsądny plan. Elegancki w swej prostocie.

Poza tym, że... odmówiła.

Oczywiście, że odmówiła.

Wychyliłem resztę whisky jednym palącym haustem. – Wiem, o co zaraz zapytasz. Skoro tak bardzo jej nienawidzę, to dlaczego, u diabła, ją zatrudniłem?

Connor uniósł brew, ale nie zapytał. On już to wiedział.

– Nie była moim wyborem – kontynuowałem z goryczą. – Mój ojciec ją zatrudnił. Powiedział, że potrzebuję, żeby czuwał nade mną ktoś „kompetentny”. To był jego sposób na to, by mi przekazać, że mi nie ufa. Próbowałem ją zwolnić w pierwszym tygodniu, ale jej kontrakt był niepodważalny. Jedynym wyjściem było zmuszenie jej do samodzielnego odejścia. I uwierz mi, próbowałem złamać jej ducha. Przeładowywałem ją pracą, narzucałem niemożliwe terminy, zamieniłem jej życie w absolutne piekło.

– Nigdy nie pękła – rzucił Connor, wzruszając ramionami. – Dowozi wyniki. Za każdym cholernym razem. Sam bym ją zatrzymał.

– Jest posłuszna aż do przesady – mruknąłem. – Cicha. Zyscyplinowana. Irytująco profesjonalna. Nigdy nie pyskuje... aż do dzisiaj. Dzisiaj wyrosnął jej kręgosłup. W tym jednym dniu, w którym potrzebowałem, żeby się zgodziła, nagle uznała, że ma swoje zasady.

– Zastanawiałem się, kiedy to nastąpi. – Connor uśmiechnął się półgębkiem. – Choć wybrała na to, kurwa, najgorszy możliwy moment.

– Dokładnie – burknąłem.

Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, jego telefon zawibrował, a on zsunął się ze stołka barowego. – Muszę to odebrać. Zaraz wracam.

Skinąłem głową i zatopiłem się w myślach, obracając resztką lodu w szklance.

Właśnie wtedy to poczułem – dłoń na moim ramieniu.

– Cześć, przystojniaku – dobiegł mnie zmysłowy głos, przesłodzony i boleśnie sztuczny. Podniosłem wzrok i zobaczyłem kobietę, która miała na sobie zaledwie tyle materiału, by móc to nazwać bluzką. Jej dekolt miałem niemal przed samą twarzą. – Mogę ci postawić drinka?

Zazwyczaj zgodziłbym się. Przyjąłbym to odwrócenie uwagi, tę ucieczkę, to ciało i tę noc. Ale ta noc nie była zwyczajna. Dziś wszystko wydawało się... nie na miejscu.

– Nie jestem zainteresowany – odparłem, zmuszając swój głos, by brzmiał spokojnie.

Ale ona nie ustąpiła.

– Tylko jeden drink, a potem może...

Mój telefon zadzwonił, przerywając jej w pół słowa. Nigdy nie byłem bardziej wdzięczny za to, że ktoś mi przeszkodził.

Przeprosiłem bez spoglądania za siebie i wyszedłem na chłodne nocne powietrze, odbierając połączenie.

Moje brwi uniosły się na widok identyfikatora dzwoniącego. Moja asystentka. Ciekawe.

Odebrałem.

– Odnośnie twojej porannej propozycji... – Jej głos drżał, był niepewny. – Czy... czy mówiłeś poważnie?

– Tak. – Żadnego wahania. Nie było takiej potrzeby.

– Więc... ja się zgadzam.

Słyszałem wysiłek kryjący się za jej słowami. To ciche poddanie się. Coś musiało ją złamać między rankiem a tą chwilą. Nie zapytałem co. To nie brak ciekawości mnie powstrzymywał – to powściągliwość. Skoro była na tyle zdesperowana, by się zgodzić, musiała osiągnąć swój punkt krytyczny.

A ja nie byłem aż tak okrutny, by drążyć w tym bólu.

– Dobrze – powiedziałem cichym, wyważonym tonem. – Jutro omówimy warunki i szczegóły. W biurze.

Następnie zakończyłem połączenie i wsunąłem telefon z powrotem do kieszeni.

Zgodziła się.

To może jednak zadziałać.

Albo... zrujnować wszystko.

Ale na razie muszę zrobić z niej swoją narzeczoną.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Zrujnuj Mnie: Kontraktowa Żona Bliardera | StoriesNook