languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Magdalena Nowak29 lis 2025

Faye dostrzegła wahanie na twarzy Blake'a, a jej oblicze posmutniało. – Niech pan to przemyśli, panie Woods. W Cape podchodzimy bardzo rygorystycznie do nadzoru finansowego i to nie jest wyjątek. Ma pan swoje obawy, ale my też. Jeśli pan tego nie chce, możemy natychmiast zakończyć naszą współpracę.

Blake bił się z myślami przez chwilę, ale w końcu zgodził się podpisać.

Pięć miliardów dolarów było zbyt ważne. Ponadto, taka instytucja jak Konsorcjum Cape nie zadawałaby sobie trudu dla małej firmy jak Woods Corporate, prawda?

– Podpiszę. – Blake posłusznie złożył podpis.

Faye oparła się wygodnie w fotelu, kołysząc się lekko z uśmiechem.

Po podpisaniu dokumentów Faye wstała i wyciągnęła rękę do Blake'a. – Cieszę się na naszą współpracę. Woods Corporate natychmiast otrzyma środki. Proszę sprawdzić przelew później.

Blake pospiesznie uścisnął dłoń Faye z wielką wdzięcznością.

Faye cofnęła rękę z uśmiechem. – Do widzenia.

Blake skinął głową z podekscytowaniem, kłaniając się głęboko, po czym opuścił biuro, by przygotować się do nadchodzących zadań.

Faye usiadła z powrotem na krześle z zimnym uśmiechem. – Idiota.

-

O zmierzchu.

Po medytacji Wilbur zszedł na dół, by zjeść kolację na mieście.

Gdy dotarł do salonu, Jackson, Miranda, Yvonne i Blake rozmawiali wesoło na kanapie.

Wilbur zerknął na nich i skierował się do wyjścia.

Wtedy Yvonne zawołała go: – Wilbur.

– O co chodzi? – Odwrócił się, by zapytać.

Yvonne uśmiechała się promiennie. – Blake właśnie dostał pięć miliardów dolarów od Konsorcjum Cape.

– Co to ma wspólnego ze mną? – Twarz Wilbura była kamienna.

Jego postawa natychmiast zirytowała Yvonne, która pomyślała w duchu: „Ten idiota to prawdziwy wrzód na tyłku”.

– Wilbur, Blake zostaje dziś na noc w moim pokoju. Postaraj się nie wychodzić, jeśli nic się nie dzieje. Nie chciałabym, żebyś zobaczył coś, czego nie powinieneś widzieć – powiedziała drwiącym tonem Yvonne, ściskając ramię Blake'a.

Wyraz twarzy Wilbura pociemniał, gdy omiótł wzrokiem wszystkich w salonie.

Jednak jego teściowie wyglądali na całkowicie zadowolonych. Yvonne uśmiechała się szeroko, a Blake był ucieleśnieniem arogancji.

Nikt nie uważał tego za hańbę, a pogarda wobec Wilbura była wypisana na ich twarzach.

Po krótkiej pauzie Wilbur westchnął. – Dobrze, zgadzam się na to. Rozwiedźmy się jutro.

Yvonne była wniebowzięta. – Lepiej dotrzymaj obietnicy! Załatwimy to jutro z samego rana.

W oczach Wilbura błysnęła mordercza intencja. Odpowiedział jednak chłodno: – Kiedy coś mówię, to jest to ostateczne. Niech nikt z nas tego nie żałuje.

– Żałuje? – Yvonne wybuchnęła dzikim śmiechem i powiedziała: – Rzeczą, której najbardziej żałuję, jest ślub z tobą, ty bezwartościowy dupku.

Ojciec Yvonne również się wtrącił: – Zatem ustalone. Jutro rano bierzecie rozwód.

– Odchodzisz z niczym – dodała w porę Miranda.

Wilbur potrząsnął głową z uśmiechem, mówiąc: – Jak sobie chcecie.

Willowsi byli w ekstazie, a Blake również triumfował. Nie tylko właśnie dostał pięć miliardów dolarów, ale wkrótce Willowsi też będą należeć do niego.

W tym momencie do pokoju weszła Chelsea. Zobaczyła miny wszystkich i zapytała natychmiast: – Co wy robicie?

– Wilbur właśnie zgodził się na rozwód – uśmiechnęła się Yvonne.

Chelsea była w szoku, odwracając się, by spojrzeć na Wilbura. – Czy nie obiecałeś mi czegoś?

– Głuptasie, nie można wymuszać takich rzeczy. Pozwólmy sprawom toczyć się własnym torem – powiedział Wilbur z uśmiechem.

Chelsea patrzyła na swoich rodziców z niedowierzaniem. – Naprawdę zamierzacie to zrobić?

– Podjęliśmy decyzję. Trzymanie tego leniwego darmozjada tylko powstrzyma twoją siostrę i Willowsów przed świetlaną przyszłością. Bez niego będzie lepiej – powiedział Jackson.

– Mamo? – Chelsea spojrzała na matkę.

Miranda przybrała fasadę szczerości i powiedziała: – Willowsi będą mieli lepszą przyszłość, jeśli połączymy siły z Blakiem. Robimy to dla szczęścia twojej siostry i przyszłości naszej rodziny. Proszę, zrozum nasze intencje.

– Jak możecie to robić? – Chelsea była naprawdę wściekła i krzyknęła na nich.

Wskazała na rodziców i siostrę drżącą ręką, a w jej oczach stanęły łzy. – Bez Wilbura Willowsi byliby nikim. Czy nie macie sumienia, wyrzucając go tak po prostu?

– O czym ty mówisz? – Jackson z trudem powstrzymywał wściekłość, podchodząc, by natychmiast spoliczkować córkę.

Czysty dźwięk uderzenia rozszedł się w powietrzu, a Chelsea zakryła twarz, oszołomiona.

Dopiero po dłuższej chwili odzyskała zmysły.

Nie miała już łez, czuła tylko głębokie ukłucie bólu w piersi.

Zerknęła na rodziców i potrząsnęła głową. – Nie mogę zostać w takiej rodzinie. Róbcie, co chcecie.

Po tych słowach Chelsea wyszła, nie oglądając się za siebie.

Jackson wydawał się nieco skruszony, ale Miranda powiedziała: – Zostaw ją. Wróci za kilka dni, jak wszystko przemyśli.

Wilbur zmarszczył brwi i rzekł bez pośpiechu: – Odchodzę. Do zobaczenia jutro w urzędzie na rozwodzie.

Powiedziawszy to, wyszedł zamaszystym krokiem.

Miranda prychnęła chłodno. – Połamię mu nogi, jeśli się jutro nie pojawi.

Jackson rozpromienił się i powiedział: – Panie Woods, moja żona i ja idziemy odpocząć. Może pan dalej rozmawiać z Yvonne. Nie będziemy wam przeszkadzać.

To mówiąc, Jackson wyszedł, ciągnąc za sobą Mirandę, i para szybko wróciła do swojego pokoju.

W tym momencie Blake był tak szczęśliwy, że objął Yvonne jednym ramieniem i poprowadził do jej pokoju. Wszedł na nią w łóżku i podekscytowany zaczął zdejmować ubranie.

Yvonne pospiesznie go powstrzymała. – Nie teraz. Będę cała twoja, gdy tylko weźmiemy ślub.

Blake nie nalegał. – Dobrze, jeśli to cię uszczęśliwi. Mogę wytrzymać jeszcze trochę.

– Och, nie bądź taki. I tak wkrótce będę twoja. Gdzie ci się spieszy? Powiedz, kiedy powinien odbyć się ślub? – Yvonne grała rolę idealnej kobiety.

– W ciągu najbliższych kilku dni. Zorganizuję to w momencie, gdy rozwiedziesz się z tym włóczęgą – powiedział bez wahania Blake.

Yvonne przytuliła się do Blake'a. – Kocham cię, Blake.

– Ja też cię kocham, Yvonne.

Wyraz twarzy Yvonne był pełen błogości, ale spojrzenie Blake'a niosło ze sobą coś o wiele bardziej złowrogiego.

Po opuszczeniu domu Willowsów Wilbur szedł ulicą, wysyłając SMS-a do Chelsea. Napisał jej, żeby na razie uspokoiła się gdzieś indziej i nie szła nigdzie w pośpiechu.

Chelsea nie była zaradna, ale była młoda i można ją było wyszkolić.

Jej zasady i dziecięca niewinność były tym, co Wilbur lubił w niej najbardziej. Tacy ludzie będą dla niego niezwykle użyteczni w przyszłości.

Tak po prostu Wilbur spacerował powoli ulicą, rozmyślając o tym, co ma nadejść.

Wkrótce minęła cała godzina.

W tym momencie rozległ się głośny krzyk.

Wilbur odwrócił się i zobaczył małe dziecko w wieku około czterech lub pięciu lat na środku ulicy, a samochód zbliżał się z każdą sekundą.

Kierowca wcisnął hamulec do dechy, ale biorąc pod uwagę odległość, dziecko nadal było w niebezpieczeństwie.

Wilbur podjął decyzję w chwili, gdy zobaczył tę scenę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki