Perspektywa Serafiny
Kolejne dwa tygodnie w szpitalu przypominały chodzenie po domu, w którym spaliły się wszystkie żarówki.
Wiedziałam, gdzie stoją meble i potrafiłam się po nim poruszać, ale w ciemności nieustannie wpadałam na różne rzeczy.
Od tamtej nocy na dachu Declan był inny. Wciąż tam był, fizycznie. Jadł jedzenie, które mu przynosiłam, i brał swoje leki.
Nawet uśmiechał się, gdy pielęgnia






