W stronę zachodzącego słońca.
Raven wyciera twarz wierzchem dłoni, znów pociągając nosem, gdy ja ściągam z siebie kurtkę i zarzucam ją na ramiona Macey. Jest na nią o wiele za duża, pochłania jej drobną sylwetkę, ale ona i tak szczelnie się nią otula, uśmiechając się łagodnie. Krew na jej skórze lśni słabo w gasnącym świetle. Zacieśniam kołnierz kurtki wokół jej szyi, w sam raz, by zapewnić jej c






