160 — Wielki dzień.
Kiedy w końcu udało mi się zasnąć, słońce już dawno wzeszło. Ale to nie stanowiło problemu dla Sebastiana... zaledwie chwilę po wypowiedzeniu tych bombastycznych słów, zapadł w głęboki sen. Jego silne ramię pozostało na mnie, obejmując mnie na łyżeczkę, a jego miarowy, ciężki oddech łaskotał mój kark i prawdopodobnie również pierś.
Byłam niespokojna... moje serce biło niepewnie






