Droga powrotna do penthouse'u upłynęła w ciszy, przypominającej niemal ponurą procesję przez cmentarz.
„Jesteśmy na miejscu, proszę pana” – oznajmił kierowca, przerywając ciężką ciszę.
„Och” – mruknął Desmond. Gdy samochód się zatrzymał, kamerdyner szybko otworzył mu drzwi. Nie oglądając się za siebie, Desmond wysiadł i ruszył energicznym krokiem w stronę wejścia. Jego postawa była chłodna i zdyst






