Oczy Desmonda zatrzepotały, otwierając się na oślepiające białe światło. W głowie mu huczało, a ramię pulsowało tępym, rytmicznym bólem. Gdy wzrok mu się przejaśnił, spostrzegł, że znajduje się w nieznajomym pokoju – sterylnym i chłodnym, typowym dla szpitala.
– Witamy z powrotem, panie Blackthorne. – W jego polu widzenia pojawiła się kobieta w nieskazitelnie białym fartuchu, z neutralnym wyrazem






