Samochód odjeżdża spod szpitala i przez jakiś czas panuje cisza, aż w końcu łzy znowu napływają mi do oczu.
Tym razem nie próbuję ich powstrzymać. Płyną swobodnie, moje ramiona trzęsą się, gdy wszystko, co w sobie dusiłam, znajduje ujście. Chowam twarz w dłoniach, szlochając, a ból rozdziera mnie raz za razem.
Moje dziecko… Moje dziecko odeszło… To tak kurewsko boli. Po tym wszystkim, przez co prz






