Powoli prowadzę Sierrę z powrotem do samochodu, słuchając, jak bełkocze nieskładnie o swoim dziecku.
Słowa cisną mi się na usta, ale dławię je w sobie. Wiem, że nie mogę teraz nic powiedzieć. Jest zbyt krucha i zbyt obnażona emocjonalnie, by niewiele trzeba było do pchnięcia jej nad przepaść. Jedyną rzeczą, która trzyma ją jeszcze w całości w tym momencie, jest wiara w to, że zobaczy swoje dziecko






