languageJęzyk

6|Obiad?

Autor: Olivia Bennett14 maj 2026

~Elena~

Wzięłam łyk kawy, żeby ukryć przed nimi twarz, ale zakrztusiłam się. Po tym, jak zobaczyłam go z Veronicą, te wieści nie powinny mnie już dziwić.

Rafael zaśmiał się na moją reakcję. – Daj spokój, Eleno... – droczył się. – Widziałaś go z Veronicą. To są właśnie te wtopy, które musisz tuszować. Jesteś pewna, że piszesz się na tę szaloną jazdę zwaną Declanem Montiero?

Declan prychnął, wypijając alkohol do dna. Jego jabłko Adama podskakiwało w górę i w dół, gdy piorunował Rafaela wzrokiem.

Odchrząkując, wyprostowałam plecy i spojrzałam w chłodne, niebieskie oczy Declana. – Pracowałam już z niezwykle skomplikowanymi klientami i całkiem nieźle radziłam sobie z odbudowywaniem ich wizerunku, wysuwając na pierwszy plan ich pasje zamiast tych „wtop”.

Cień uśmiechu przemknął przez usta Declana, ale trudno było stwierdzić, czy wynikał on z uznania dla mojego komentarza, czy z irytacji.

– Dobrze powiedziane – skomentował Rafael, chowając ręce do kieszeni. Spojrzał na srebrny zegar na ścianie, marszcząc brwi. – Declan.

Declan odstawił szklankę na stół z matowego drewna, który stał między nami.

– Kolacja o ósmej – powiedział, prostując się do pełnego wzrostu. W odpowiedzi ja również stanęłam na drżących nogach. Moje kolana były jak z galarety. – Odbiorę cię.

– Słucham? – zapytałam, szybko zbierając swoje rzeczy.

– Ty i ja, kolacja – powtórzył, nieco stanowczym tonem niż za pierwszym razem.

– Słucham? – powtórzyłam jak papuga, marszcząc brwi.

Czy on zaprasza mnie na randkę?

Nagłe wspomnienie uderzyło mnie niczym rozbijające się fale. Declan był najlepszym przyjacielem Gavina i znałam go od zawsze. Miałam dwanaście lat, kiedy zobaczyłam, jak obściskuje się z jakąś dziewczyną ze szkoły. Poczułam wtedy dziwny ból w klatce piersiowej. Wtedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że się w nim zadurzyłam. To uczucie przybierało na sile, gdy dorastałam. W tym samym czasie lista dziewczyn Declana rosła, miażdżąc moją klatkę piersiową jak cegły.

Owszem, mogły zazdrościć mi bliskości z nim, ale oznaczało to również, że nie mogłam dać upustu swoim uczuciom. Zawsze byłam dla niego za młoda. Fantazjowałam jednak o nas. O długim i szczęśliwym życiu, ślubie, dzieciach... o tym, jak zaprasza mnie na randkę.

Przypomniałam sobie to marzenie. Zaparło mi dech w piersiach, a moje serce na chwilę stanęło. – K... kolacja?

Miałam ochotę się uszczypnąć. Czy ja śnię? Czy obudzę się i znowu będę w swoim mieszkaniu w Bostonie? Boże. Czy nazwę to snem, czy śmiesznym koszmarem?

– Tak? – odpowiedział Declan. – Żeby porozmawiać o interesach. Muszę być gdzieś indziej. Wybacz, że muszę skrócić nasze spotkanie, Eleno.

~~

Ruben, jeden z firmowych kierowców Montiero Holdings, zabrał mnie do penthouse'u, w którym miałam mieszkać przez najbliższe sześć miesięcy lub do czasu, aż zakończę pracę dla Declana.

W przeciwieństwie do Rafaela, Ruben był małomówny. Gdy tylko otworzył drzwi, wciągnął moje bagaże do środka i wręczył mi kartę dostępu.

– Buenas noches, Señorita – powiedział.

Zmarszczyłam brwi. Domyśliłam się, że to musi być coś w rodzaju pożegnania. – Dobrej nocy, panienko – powtórzył, orientując się, że nie rozumiem hiszpańskiego.

– Och, nawzajem, Ruben. Dziękuję.

Kiedy drzwi się zamknęły, wypuściłam powietrze. Wydarzenia z całego dnia nagle zwaliły mi się na barki.

Opadłam na najbliższą kanapę; skóra zaprotestowała pod moim ciężarem. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam po wejściu do tego miejsca, był zapach, niczym w pięciogwiazdkowym hotelu... skóra i róże. Zlustrowałam cały penthouse. Wewnątrz było ciepło, wszędzie lustrzane szkło. Wszystko było białe, szare i czarne. Część dzienna była większa niż moje mieszkanie. Szklane drzwi na odległej ścianie prowadziły na balkon z widokiem na powoli budzące się do nocnego życia Miami.

Po mojej prawej stronie znajdowała się kuchnia. Przed szklaną ścianą stał stół jadalniany, który mógł pomieścić dwanaście osób. Och, w rogu wciśnięty był nawet fortepian. Piękne dzieła sztuki w różnych kształtach i rozmiarach zdobiły ścianę, przełamując biało-czarno-szarą estetykę.

To miejsce wyglądało jak wycinek z magazynu. Nie mogłam uwierzyć, że to to zakwaterowanie, o którym Valeria zapomniała wspomnieć. Ona przepada za luksusem. Gdyby wiedziała, że to część tej umowy, może nawet przyjęłaby ją osobiście.

Miałam ochotę zatonąć głębiej w tej bardzo wygodnej kanapie, ale przypomniałam sobie o kolacji z Declanem. Zostały mi tylko trzy godziny.

Kółka mojej walizki bezszelestnie toczyły się po marmurowej podłodze, gdy szukałam swojego pokoju. W penthousie były cztery pokoje. Pierwszym z nich była siłownia... „nieźle”, gwizdnęłam, podziwiając kompletne udogodnienia, które miały być w moim zasięgu.

„Jak bogaty jest właściwie Declan Montiero?”

Kolejne drzwi obok siłowni prowadziły do domowego biura. Jedną ze ścian zajmowała nieskończona kolekcja książek i nie mogłam się doczekać, żeby przyjrzeć się jej bliżej w wolnym czasie.

Po drugiej stronie znajdowały się sypialnie. Pierwsza z nich była zamknięta, ale następna już nie. Po wejściu do środka, oniemiałam z zachwytu nad widokiem z przesuwnych, szklanych drzwi. Zostawiając bagaż obok łóżka, rzuciłam torbę listonoszkę i ruszyłam, żeby je otworzyć, a ciepła bryza musnęła moją skórę.

Dłonie zacisnęłam na balustradzie, zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu, chłonąc ciepłe powietrze. Widziałam gwar i zgiełk miasta w dole, ale nie mogłam ich usłyszeć z dwudziestego piętra. Chciałam tam zostać dłużej, ale wciąż musiałam wykreślić kilka zadań z mojej listy rzeczy do zrobienia.

Siedząc na brzegu łóżka, obawiałam się kolejnej rzeczy, którą musiałam zrobić. Wyciągnęłam telefon i laptop, włączając oba urządzenia. Zgodnie z oczekiwaniami, powiadomienia w telefonie posypały się niczym krople deszczu uderzające o ziemię... z biura, od współpracowników. Przewijałam ekran, i jakby wiedziała, że jestem online, imię mojej najlepszej przyjaciółki rozbłysło na wyświetlaczu.

Wzięłam głęboki oddech i odebrałam. – Hej, Gem! – przywitałam się.

– Elena Juliette Kaelen! – Odsunęłam telefon od ucha, ratując moje biedne bębenki. Nawet na odległość wyciągniętego ramienia, jej wściekły ton mógłby je rozsadzić.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: 6|Obiad? - Zawsze mój | StoriesNook