languageJęzyk
Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej-placeholderZdobyta przez Alfę Straży Przedniej

Zdobyta przez Alfę Straży Przedniej

Autor: Joooooe

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 12 cze 2026
110 Rozdziały
442.6K słów

Dzisiaj przeżyłam swój pierwszy pocałunek. Nie był planowany. Co więcej, wydarzył się z zupełnie obcą osobą. Kiedy szłam korytarzami Akademii Zmiennokształtnych Alden, zatrzymałam się, gdy ogarnęło mnie znajome przeczucie. Mój chłopak, Seth, był w pobliżu i nie był sam. – Jesteś taki niegrzeczny, Seth – zachichotała wilczyca Sloane. – Tylko dla ciebie, mała – odparł, a jego głos był stłumiony, bo jej usta właśnie złączyły się z jego. W tamtej chwili poczułam, jak wywraca mi się żołądek. – Och, Seth. Przestań. Wiesz, że nie możemy pokazywać się razem. Co, jeśli twoja dziewczyna nas znajdzie? – Jest na zajęciach. Nigdy się nie spóźnia. Nie musisz się martwić. Moje serce stało się ciężkie, ale jednocześnie wezbrała we mnie fala wściekłości i żalu. – Maya? – wydyszał Seth, gapiąc się na mnie w szoku, gdy wyłonił się zza rogu. – Co ty… Zanim zdążył dokończyć pytanie, odwróciłam się do stojącego obok mnie wysokiego, przystojnego mężczyzny, położyłam dłonie na jego ramionach i przyciągnęłam go do siebie. Poddał się bez oporu, choć w jego szarych oczach malowało się jedynie czyste zdumienie. Zamknęłam mocno oczy, by nie musieć już patrzeć na wyraz jego twarzy. Wtedy nasze usta się spotkały. Później weszłam na zajęcia z Przemiany i Walki i odkryłam… To był on… Mężczyzna, którego zaledwie kilka chwil wcześniej pocałowałam na korytarzu. Człowiekiem, któremu oddałam swój pierwszy pocałunek, był Alfa Vance, mój nowy profesor. A najgorsze? W dniu moich osiemnastych urodzin, gdy jego ciemne oczy spoczęły na moich, usłyszałam chrapliwy szept, od którego przeszły mnie dreszcze: – Czuję ją… naszą towarzyszkę…

Pierwszy rozdział

Perspektywa Mai

Dzisiaj przeżyłam swój pierwszy pocałunek. Nie był planowany. Co więcej, wydarzył się z zupełnie obcym człowiekiem.

Zawsze wyobrażałam sobie ten moment, od kiedy tylko dowiedziałam się, czym jest prawdziwa miłość. Widziałam oczami wyobraźni te iskry, które poczujemy, dzieląc tę namiętną chwilę. Wyobrażałam sobie, co poczuje moja wilczyca, gdy rozpozna w nim naszego mate.

Idąc na duży uniwersytet, myślałam, że znajdę przynajmniej jedną osobę, która sprawi, że będę chciała oddać jej wszystko, co ma do zaoferowania moje serce.

Ale nigdy nie poczułam tego, co moja matka czuła do ojca.

Od kilku miesięcy miałam chłopaka, ale wciąż nie czułam, żeby to było to. Powtarzałam sobie, że kiedy skończę osiemnaście lat i zyskam swoją wilczycę, może ona rozpozna w nim naszego mate. Może to właśnie on jest tym, z którym mam spędzić resztę życia, nawet jeśli teraz jeszcze tego nie widzę.

Jednak Bogini Księżyca miała inne plany.

Gdy szłam korytarzami mojej szkoły, Akademii Zmiennokształtnych Alden, zatrzymałam się, gdy ogarnęło mnie znajome przeczucie. Mój chłopak, Seth, był w pobliżu i nie był sam. Na korytarzach robiło się cicho, bo uczniowie rozchodzili się na zajęcia. Słyszałam tylko bicie własnego serca, gdy wyjrzałam zza rogu. Zamieram, słysząc znajomy chichot wilczycy, Sloane, i ochrypłe mruknięcia Setha.

— Jesteś taki niegrzeczny, Seth — zachichotała Sloane.

— Tylko dla ciebie, mała — odpowiedział, a jego głos był stłumiony, gdy jej usta zacisnęły się na jego wargach.

W tej chwili poczułam, jak robi mi się niedobrze.

Moje następne zajęcia, ceramika, miały być właśnie z Sethem. Nawet nie chciałam na nie chodzić, ale on uznał, że fajnie będzie wziąć jakiś kurs razem. Byłam studentką sztuki, więc się zgodziłam.

Cofając się, dostrzegłam po drugiej stronie korytarza wysokiego, postawnego mężczyznę, który wpatrywał się w moją stronę. Nasze oczy spotkały się tylko na krótko i musiałam przyznać, że był uderzająco przystojny.

— Och, Seth. Przestań. Wiesz, że nie powinni nas widzieć razem. Co, jeśli twoja dziewczyna nas znajdzie?

— Jest na zajęciach. Nigdy się nie spóźnia. Nie musisz się martwić.

Serce ciążyło mi w piersi, ale jednocześnie zalała mnie fala wściekłości i urazy.

Między brwiami nieznajomego pojawiła się zmarszczka. Zdałam sobie sprawę, że z moich oczu popłynęły łzy. Nie były to jednak łzy złamanego serca, raczej rozczarowania. Otarłam twarz wierzchem dłoni i zamierzałam go minąć.

Nie chciałam, żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie.

W momencie, gdy Seth wyłonił się zza rogu, poczułam, że zamarł na mój widok. Sloane stała obok niego i usłyszałam, jak głośno wciąga powietrze. Napotkałam jej piękne, niebieskie oczy.

— Maya? — wydyszał Seth, patrząc na mnie w szoku. — Co ty tutaj…

Zanim zdążył dokończyć pytanie, odwróciłam się do stojącego obok mężczyzny, położyłam dłonie na jego ramionach i przyciągnęłam go do siebie. Poddał się bez oporu, choć w jego oczach malowała się czysta konsternacja. Zamknęłam mocno oczy, by nie musieć już dłużej patrzeć na jego minę.

I wtedy nasze usta się spotkały.

Jego wargi były miękkie i smakowały tak słodko, niemal jak pianki marshmallow. On jednak pozostawał nieruchomy. Jego dłonie spoczywały bezwładnie wzdłuż ciała, podczas gdy moje oplotły swobodnie jego szyję.

Serce waliło mi jak oszalałe. Nie miałam pojęcia, co robię. Nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam; może po to, by zranić Setha. A może dlatego, że miałam dość czekania na coś, co mogło nigdy nie dorównać ideałom, na których się wychowałam.

Tak czy inaczej, wykorzystałam chwilę.

Choć nie miałam pojęcia, kim jest ten człowiek.

Odsunęłam się od niego, z zapartym tchem wpatrując się w jego szare oczy. Ciemniały, gdy on wpatrywał się we mnie. Nie byłam pewna, co kryje się w jego spojrzeniu, ale nie odsuwał się. Moje dłonie wciąż spoczywały na jego karku i zdałam sobie sprawę, że mocno przywieram do niego ciałem.

Poczułam, jak moja twarz płonie, gdy zrobiłam krok w tył, dotykając palcami ust.

To był mój pierwszy pocałunek w życiu.

Co. Ja. Zrobiłam?

— Muszę iść na zajęcia — powiedział niskim, niemal ochrypłym głosem. To było pierwsze, co kiedykolwiek do mnie powiedział.

Byłam zbyt oszołomiona własnym zachowaniem, by zapytać go o imię. Tylko skinęłam głową, odgarniając palcami ciemne włosy z twarzy.

Seth i Sloane zdążyli już pójść na lekcje. Odwróciłam się od niego bez słowa i skierowałam w stronę sekretariatu. W tamtej chwili jedyne, o czym mogłam myśleć, to żeby nie iść na następne zajęcia.

Po tym wszystkim nie mogłam znowu spojrzeć Sethowi w twarz.

Nawet gdy odchodziłam, czułam na plecach wzrok nieznajomego, który mnie odprowadzał.

— Niestety, dostępna jest tylko jedna klasa. Wszystkie inne miejsca są zajęte — powiedziała recepcjonistka w głównym biurze, zerkając w komputer.

— A co to za klasa? — zapytałam, starając się powstrzymać łzy napływające do oczu.

— Przemiana i Walka — odpowiedziała, patrząc na mnie. — Może być?

Przemiana? Nie miałam jeszcze swojej wilczycy, więc te zajęcia mogły być trudne. Byłam jednak biegła w walce.

— Wszystko, byle nie ceramika — odparłam.

Kobieta na chwilę zmarszczyła brwi.

— Wszystko w porządku, Mayo? Czy ktoś ci dokucza na tamtych zajęciach? — zapytała. — Mogę zawiadomić twojego ojca…

— Nie! — rzuciłam szybko. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, to żeby ojciec dowiedział się o tym, co się stało. Był przewodniczącym Rady Alf i blisko współpracował z tatą Setha, innym Alfą. — To nic takiego, zapewniam — dodałam.

Wyglądała na nieprzekonaną, ale skinęła głową i wróciła do stukania w klawiaturę. Po chwili wydrukowała nowy plan i podała mi go.

— Jesteś teraz w grupie 101 Przemiany i Walki u profesora Vance'a. Zajęcia odbywają się na arenie. Możesz tam iść od razu.

Arena znajdowała się na drugim końcu szkoły. Byłam tam tylko kilka razy, żeby poćwiczyć walkę.

Ale jak miałam przetrwać semestr zajęć z przemiany, skoro nawet nie potrafiłam się zmienić?

Moje osiemnaste urodziny były za kilka dni; na weekend miałam jechać do domu, by świętować z rodziną. Myślałam, że do tego czasu zyskam już wilczycę, ale myliłam się.

Byłam najmłodszym wilkiem przyjętym do Akademii Alden – jednej z największych szkół dla zmiennokształtnych wilkołaków i niedźwiedzi. Byłam też jedyną osobą, która nie miała jeszcze swojego wilka. Ale to nie oznaczało, że byłam nieudolna.

Podobnie jak moja matka, jestem wilkiem Lumina. Luminy są potężniejsze niż zwykłe wilki. Bogini Księżyca obdarzyła nas wieloma różnymi zdolnościami. Choć ja jeszcze ich nie otrzymałam.

Jednak przez całe życie uczyłam się i trenowałam z jednymi z najlepszych wojowników gamma oraz z moim ojcem, jak walczyć i się bronić.

Dotarłam do areny i stanęłam przed drzwiami. Już słyszałam warczenie wilków, które ćwiczyły ze sobą walkę.

Wchodząc do środka, szybko omiotłam wzrokiem otoczenie. Żaden wilk nie zwracał na mnie uwagi, wszyscy byli skupieni na sobie nawzajem. Były wielkie i wyglądały groźnie; przypomniało mi to treningi gamma, które obserwowałam w dzieciństwie.

Wchodząc głębiej na arenę, pozwoliłam drzwiom zamknąć się za mną z hukiem. Największy wilk stał po przeciwnej stronie, obserwując toczącą się przed nim walkę.

To musiał być profesor.

Był pięknym, ciemnym wilkiem, który w krystalicznym świetle odbijającym się od gęstego futra wydawał się niemal niebieski. Jego ciemne oczy krótko lustrowały arenę, aż w końcu spoczęły na mnie.

Wyglądał dziwnie znajomo. Dopiero gdy zmienił się z powrotem w ludzką formę, dotarło do mnie, kim jest.

To był on…

Mężczyzna, którego przed chwilą pocałowałam na korytarzu.

Mężczyzna, któremu podarowałam mój pierwszy pocałunek, był moim profesorem.

Czytaj