Nie miałem cienia wątpliwości, że miejsce, w którym byłem, nie należało do tego świata.
Nie dość, że Sean tam był, plącząc mi w głowie opowieściami o jakiejś tajemniczej osobie, która nade mną czuwa, to jeszcze sam ból wydawał się odległy i nieosiągalny. Ten wszechogarniający spokój, skrzący się niczym magia, która utkała to miejsce – na poły rzeczywiste, na poły wspomnienie – mógł przynależeć tyl






