Anastazja.
– Kontrakt? –
Zmarszczyłam brwi, wpatrując się prosto w jego oczy, prawdopodobnie próbując dostrzec w nich choćby cień poczucia humoru, jeśli w ogóle je posiadał. Jednak nie żartował, mówiąc, że ma mi coś do zaoferowania – był śmiertelnie poważny.
– Tak, kontrakt – odparł, kiwając głową.
– Czy mógłbyś wyjaśnić, co się za tym kryje?
– Myślę, że ten kontrakt byłby korzystny dla nas obojga






