Annie wybiegła z rezydencji, nie czekając nawet, aż Aleksander się obudzi. Jej umysł pochłonął strach i gniew.
Coś mamrocząc o wizycie u lekarza do kucharki, wyszła.
Musiała zachować pozory.
Pojechała sama.
Gdy poranne słońce ledwo wyjrzało zza horyzontu, zacisnęła dłonie na kierownicy tak mocno, aż zbielały na tle skóry, pędząc w kierunku celu.
Jazda do teatru wydawała się trwać wieczność. W jej






