languageJęzyk

6: Niemożliwe

Autor: Emilyyyyy6 wrz 2025

"Ach..." wydobyłam z siebie głośny krzyk, gdy rezydencja zadrżała. Skręciłam kostkę i już widziałam siebie spadającą ze schodów. Wszystko wydawało mi się snem. Chociaż chciałam, żeby przyjęcie urodzinowe zostało odwołane, nie chciałam skończyć z kontuzjowanym ciałem.

Zamknęłam oczy, żeby przygotować się na upadek, ale przez chwilę nic nie poczułam. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w ramionach Xandera, a krzyki i wrzaski rozbrzmiewają w holu. Szybko wyrwałam się z jego objęć, wiedząc, że spowoduje to komplikacje, jeśli ktoś nas zobaczy.

"D-dzięki..." powiedziałam nieśmiało. Zdałam sobie sprawę, że zaczynam się peszyć w jego obecności. Potrząsając głową, zbiegłam po schodach, żeby stanąć obok ojca. Erika, którego widziałam stojącego u podnóża schodów, nigdzie nie było.

Każdy członek watahy przesunął się w określone miejsce z powodu niespodziewanej burzy. Zaczęli myśleć, że to trzęsienie ziemi.

"Wszystko w porządku, kochanie?" zapytał mój ojciec z troską w oczach. Szybko pokiwałam głową i odwróciłam się, żeby zobaczyć Xandera kilka kroków ode mnie. Jego wzrok był utkwiony gdzieś indziej, więc podążyłam za jego spojrzeniem.

Widziałam Erika i Shannon schodzących po schodach. Było oczywiste, że kiedy ja próbowałam odzyskać równowagę na schodach, on pospieszył w stronę Shannon. Odrywając wzrok, zwróciłam się do ojca i zapytałam: "Czy można odwołać przyjęcie urodzinowe?".

Naprawdę chciałam być w swoim pokoju, z dala od tych wszystkich szaleństw. Mój ojciec jednak patrzył na Erika i Shannon z marsową miną. Przez ulotną chwilę widziałam, że ma podejrzliwe spojrzenie w oczach, ale zniknęło ono tak szybko, jak się pojawiło.

Potem odwrócił się do mnie i odpowiedział: "Nie, kochanie. Musimy ogłosić, że Erik jest twoim partnerem. Masz już 18 lat, więc musisz zacząć budować z nim relację. Wataha chce zjednoczonej przyszłości Alfy i Luny" - wyjaśnił powoli mój ojciec, a ja poczułam, że moje serce pęka.

Zdałam sobie sprawę, że nadal nie mogę uciec od tego tak zwanego przyjęcia. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że Xander ma na twarzy głębokie zmarszczki. Usłyszał, co mój ojciec mu powiedział. Widziałam ból w jego oczach. Widząc to, poczułam silny ból w piersi i miałam ochotę wszystko zakończyć.

Odwróciłam się, żeby spojrzeć przez okno. Miałam silne pragnienie szalejącej burzy i tak się stało. Rozległ się kolejny głośny grzmot i wstrząsnęłam się. Moje nogi zadrżały i zaczęło do mnie docierać, co się właśnie stało. Zaczął padać ulewny deszcz, tworząc głośny hałas.

"Wszystko w porządku?" Usłyszałam za sobą głos Xandera. Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, gdy usłyszałam, jak mój ojciec wydaje rozkazy strażnikom. Nakazywał im zabezpieczyć każde wejście do rezydencji, żeby nie została zalana.

"Chodźmy na górę. Musisz być bezpieczna" - usłyszałam głos Xandera, a potem potulnie pokiwałam głową. Nie ma nic, czego bym pragnęła bardziej niż wydostać się stąd. Ale wtedy w tyle mojej głowy pojawiła się natrętna myśl o tym, co się właśnie stało.

Gdy wchodziłam po schodach z Xanderem, stanęliśmy twarzą w twarz z Erikiem i Shannon.

"Avery, wszystko w porządku?" Zobaczyłam, jak Erik rzuca Xanderowi obrzydliwe spojrzenie, zanim skierował te słowa do mnie. W ciągu kilku sekund Shannon była obok mnie, próbując zająć miejsce Xandera.

"Jestem w idealnym porządku, Erik" - powiedziałam wyzywająco, zaskakując samą siebie. Kilka minut temu nie mogłam wydusić z siebie słowa, ale byłam w stanie bez wysiłku obalić Erika. Byłam tak zirytowana jego widokiem.

"Xander, chodźmy" - powiedziałam, odwracając się w stronę Xandera, który cofnął się o krok. Ruch, który mi się nie podobał.

"Nie, nie możesz tam iść z Xanderem. Erik ci pomoże" - próbowała nalegać Shannon. Spodziewała się, że wycofam się ze swoich słów i przyjmę jej słowa jak zawsze.

Prychnęłam, a potem powiedziałam: "Erik zawsze może pomóc tobie. Nie potrzebuję jego pomocy". Z tymi słowami złapałam Xandera za ramię i pociągnęłam go na górę po schodach. Widziałam, że uśmiecha się szeroko z powodu tego, co się właśnie stało.

Z drugiej strony czułam na sobie świdrujący wzrok Erika, a to było zupełnie inne uczucie niż wtedy, gdy patrzył na mnie Xander.

Teraz, ukryta przed wzrokiem publiczności: "Powinieneś przestać uśmiechać się jak głupiec, Xander" - droczyłam się, a uśmiech Xandera stał się jeszcze szerszy.

"Powinnaś odpocząć, to był długi wieczór. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, jeszcze raz" - życzył Xander i podszedł, żeby ją przytulić. W trakcie tego zawiesił jej na szyi naszyjnik, na włosach.

"Dobranoc" - powiedział ponownie Xander i złożył delikatny pocałunek na jej czole. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, gdy patrzyłam, jak Xander odchodzi.

****

Stojąc przed lustrem i podziwiając naszyjnik, który podarował mi Xander, zaczęłam odczuwać przytłaczające uczucie sympatii do niego. Nie chciałam myśleć, że to z powodu naszyjnika, ale wiedziałam, że to z powodu więzi partnerów.

Poza tym, jak śmiałam myśleć o kochaniu Xandera po wszystkich okrucieństwach, które popełniłam przeciwko niemu? Różne myśli i uczucia zaczęły wirować w mojej głowie.

Najważniejsze było moje poczucie winy. Czułam się winna, ponieważ nagle opuściłam wspólny hol, kiedy w głębi duszy wiedziałam, że mogłam spowodować burzę.

Jednak nic nie miało dla mnie sensu. Z westchnieniem zaczęłam iść w stronę drzwi, ale wtedy usłyszałam pukanie dochodzące z tych samych drzwi.

Po zapachu, który mogłam wyczuć, zdałam sobie sprawę, że to Shannon. Jej irytująco tanie perfumy unosiły się w powietrzu. Potem zaczęła gorączkowo pukać do drzwi i nie mogłam powstrzymać się od jęku.

"Dlaczego nie da mi spokoju?" - powiedziałam do siebie, wciąż wpatrując się w drzwi i nie podejmując żadnych wysiłków, żeby je otworzyć.

Pukanie do drzwi stało się gorączkowe i pospieszne.

"Czego chcesz, Shannon?" - zapytałam z lekkim grymasem. Chciałam, żeby powiedziała, co chce, a potem zniknęła.

"Och, byłaś tam..." - usłyszałam, jak szybko prychnęła. Żaden mały dźwięk nie mógł mnie ominąć, mam bardziej wzmocnione zdolności niż ona kiedykolwiek będzie miała, ponieważ mam geny Alfy.

"Czego chcesz?" - warknęłam na nią.

"Musiałam... Och, dlaczego ciągle na mnie warczysz?" - zaczęła mówić gniewnym tonem, ale nagle przeszła na potulny. Na mojej twarzy zaczęło malować się zmarszczenie, domyślając się, że coś knuje.

"Co próbujesz tutaj zrobić, Shannon?" - zapytałam pospiesznie, wbijając wzrok w drzwi.

"Czy możesz otworzyć drzwi? Ojciec prosił mnie, żebym ci coś powiedziała" - usłyszałam, jak Shannon mówi swoim irytująco potulnym tonem. Mogłam nawet wyczuć, że płacze, ale wtedy w powietrzu unosił się dziwny zapach, który był niesamowicie znajomy.

"O co chodzi, Shannon?" - usłyszałam pytanie Erika.

"Ach, jesteś tutaj" - usłyszałam, jak Shannon mówi do Erika, a jej głos wypełnia zaskoczenie. Szybko zrozumiałam, co próbuje zrobić.

"Mały biały lotos..." - powiedziałam do siebie, frazę, której nauczyłam się w poprzednim życiu. Potem prychnęłam wystarczająco głośno, żeby każdy na zewnątrz mógł usłyszeć.

"Dlaczego płaczesz? - usłyszałam ponownie pytanie Erika. "Co ci Avery zrobiła, co?". Usłyszałam oburzenie w jego głosie i skrzywiłam się.

Ale nie chciałam im odpowiadać, gdy wróciłam do łóżka, żeby się na nim położyć.

"Myślisz, że ona tam jest?" - usłyszałam pytanie Erika do Shannon, a ona odpowiedziała tylko kilkoma nieskładnymi słowami.

"Odejdź..." - usłyszałam głos Erika i już przewidywałam, co zrobi.

"...Avery, wiem, że tam jesteś. Powinnaś teraz wyjść. Alfa chce z tobą porozmawiać" - rozkazał przesadnie szorstkim tonem.

Czułam się trochę winna za to, co się stało, i chciałam porozmawiać o tym z ojcem. Ale nie chciałam widzieć twarzy tych ludzi przy drzwiach. Nie chciałam być w tym momencie zbyt zirytowana.

Wstałam, żeby pójść do łazienki, musiałam pozbyć się ich głosów z mojego zasięgu słuchu. Kilka sekund po tym, jak wstałam, usłyszałam gorączkowe walenie i pukanie do drzwi. Erik oczywiście próbował włamać się do sypialni.

"Co za bezczelność!" - powiedziałam na głos, wystarczająco głośno, żeby Erik usłyszał i przestał. Nie był już tą spokojną osobą, którą był, zanim ogłosiłam go moim partnerem w poprzednim życiu. Domyślam się, że stawał się coraz bardziej niespokojny z powodu mojego sprzeciwu.

Zrobiłam krok naprzód i zobaczyłam, że drzwi zaraz się otworzą, wyciągnęłam odruchowo rękę, żeby spróbować przytrzymać drzwi, gdy byłam jeszcze daleko. Ale stało się niemożliwe, drzwi zatrzasnęły się!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: 6: Niemożliwe - Drugie życie Luny | StoriesNook