Czy istnieje słowo na określenie podniecenia czyjąś złością?
Bo stoję na werandzie, a pochmurne, niebieskie oczy Jennie zwężają się wściekle, spoglądając na mnie z progu. Ręce ma zaciśnięte pod piersiami i zaciskam wargi, żeby nie zaproponować jej pieprzenia na rozładowanie napięcia, które nieustannie wibruje między nami.
– Co tu robisz? – pyta Jennie.
Podnoszę torby w dłoni, a Dublin bierze to za






