Jennie odwraca się do mnie z tym zalotnym, małym półuśmiechem, otwierając drzwi i zaczyna cofać do środka.
– Dzięki za podwózkę, Andersen. Mocne sześć na dziesięć.
– Sześć na dziesięć, w dupę. Rozpaliłem cię do czerwoności, słoneczko.
Bawi się mokrym kosmykiem włosów, który opada mi na czoło. – Wystarczy, że użyję mojego Indiana Bones’a tylko raz tej nocy.
Moja pierś dudni, gdy się uśmiecha, i chw






